monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2010

Lolli

Brak komentarzy

Spodobał mi się w tej właściwej kolejności. Chyba w książce do polskiego, a może jeszcze gdzie indziej – ale w dość zinstytucjonalizowanych okolicznościach zamierzchłej epoki była reprodukcja jego najbardziej znanego obrazu. Z zegarami. I wydawałoby się, że to już wszystko – albo kochaj, albo rzuć. Jak się nie podoba, to niech nie patrzy… Owszem podobał mi się ten obraz i był łatwy do zapamiętania. Jak wszystkie inne. Ale nie sprawiał, że mój stary świat się zawalił, a ze zgliszcz odrodził się feniks. Jego życie to jak podręcznik pr-u. Najpierw dowiedziałem się, że ta androgyniczna blondyna to jego partnerka życiowa(pierwszy raz zakochałem się w niej na długo przed zobaczeniem jego zegarów – w powtórkowym programie na dwójce w niedzielne przedpołudnie jako chyba 10-latek). Ogromne wrażenie zrobiło na mnie to, że to on wymyślił logo lizaków, które stoją przy każdej kasie – choćby w najmniejszym sklepiku leśnej głuszy. Zacząłem wertować. Nie trzeba było się wysilać. Najzabawniejszym pr-owym newsem było, co wyczytałem o tych zegarach – on wtedy był po jakiejś wyprawie do Francji i namiętnie jadł sery. Najchętniej te, które uciekają ze stołu w ciepły dzień. Nie wiedziałbym, o czym mowa, gdybym nie spędził w upałne lato tygodnia w Alzacji. Też ganiałem intensywnie-zapachowy ser po talerzu. I te zegary dlatego takie są.

Zeby wydobyć się z jednej relacji, trzeba drugiej. Tak mawiają. Z każdą jednak relacją uczę się siebie więcej i czegoś, za co ganię się w tej poprzedniej pewno nie zrobię w kolejnej. I chcę tylko, by nie zgasł blask uśmiechu w moich oczach. By nie zaczęły patrzeć tępo na rozmówcę, któremu bałbym się dać szansę zachwycenia mnie tym czymś, co ma w sobie, a czego życie starało się go pozbawić i wmówić mu, że jest nieatrakcyjny. Chcę móc szczerze zachwycać się, nie tracić pasji i inspirować, by sam z siebie jak dotąd chciał od czasu do czasu powiedzieć, że dobrze, że jestem. I co jakiś czas stwierdzałem w życiu, że to, za czym biegłem pozbawiało mnie tylko czasu – kawałka życia, a to, co się mnie domagało i na czym stale mogę polegać dostawało ode mnie zawsze najmniej. Tylko pozostaje mi wierzyć w przepływ energii w kosmosie – że moja zła inwestycja dziś, powróci do mnie jako czyjeś chwile i godziny wydane na mnie – oby ku obopólnemu zadowoleniu. I zastanawiam się czasami patrząc na datę sprzed roku albo kilku innych lat – co mi to dało poza tą wiedzą, której już nie spożytkuję, poza odrobiną rozczarowania i kilkoma uniesieniami? Zeby się zbytnio nad sobą nie rozczulać warto postawić się w relacji do czegoś. Dobrze, gdy bez negatywnych konsekwencji. Rzuciłem się w wir tworzenia i budowania, i szukania klientów pewnego przedsięwzięcia. Taki projekt na boku. To bardzo dobra inwestycja. Czuję dziś zmęczenie. Odczuwam na własnej skórze prostą relację zainwestowanego w coś czasu do efektu. Ta relacja, w którą się wprowadziłem uczy z szacunkiem spojrzeć na to, co miałem już teraz. Relacje ożywiają krew i budzą blask w oku, pozwalają też docenić posiadane. Oduczają zazdrości. Przybliżają do bycia Brianem. Do wzięcia się w garść. Do odrzucania uzależnień i bierności – marazmu wyczekiwania na niewiadomo co. Wszsystko jest względne. Zeby mocno poczuć się na nogach potrzebuję spojrzeć na siebie z różnego punktu widzenia – w odpowiedniej proporcji i relacji.

17-22 marca. Madera jako dwudniowy wypad ze stolicy. Mam bilety.

Gdy zaczynasz oglądać serial, lubisz Mike’go. Nie lubisz Briana. Briana lubisz dopiero pod koniec pierwszego sezonu. A potem już tylko coraz bardziej. W trzecim chcesz być jak Brian. A w czwartym – już wiesz, że taki jesteś. Waldek z Torunia, który mi to podarował na Boże Narodzenie 2008 powiedział, że się miotam i że jestem jak Mike. Na początku oglądania byłem kontent z tego porównania – dopiero potem zrozumiałem, co miał na myśli. Nie jestem jak Brian – to pewne. Wiele rzeczy może się od niego uczę, mocno patrząc w tę stronę jako na wzorzec faceta z jajami. Jestem pewno bardziej jak Emmet. Pełen ciepła, inteligentny, błyskotliwy, miękki, ufny (na tyle zadufany w sobie jestem, żeby to powiedzieć). Chciałbym wierzyć, że mam jego zmysł artystyczny i niestety widzę, że zapalam się jak Emmet i mam spalone ręce, gdy zbyt naiwnie i prostolinijnie do siebie wziąłem czyjeś słowa. To Emmet był tym, który uwierzył przez moment, że się wyleczy z ochoty na ciacha… i to on był tym, który się załamał pod wpływem smakowitych pokus. Dominik życzył mi pół roku po Waldku – na moje urodziny – bym odnalazł siebie. Jestem coraz bliżej – nie wiem ile lat jeszcze do siebie będę docierał. Ludzie, którzy pojawili się w ostatnich miesiącach blisko mnie – pokazali, kim są faceci, kim jest Brian dzisiaj – dokąd mierzyć. Mierzę więc do Briana, będąc coraz lepszym Emmetem, pozbawiając się przywar Mike’go;) jak sądzę. Ulubiony Cocktail Emmeta wypróbowałem w minionym kwietniu w Utopii – smakuje jak lekarstwo. Przynajmniej ten z Utopii.

Ten trzeci

Brak komentarzy

Napisałem blotkę o tym, jak się pojawia trzeci. O tym, że jest za biernym przyzwoleniem tego pierwszego. I że wprowadza sporo ładu do życia tych obydwu. I że nagle wszyscy są w lepszym humorze i na wszystko mają więcej czasu. Ale tylko dlatego, że ten trzeci niby nie istnieje. Dostaje po łbie, gdy zaczyna mu się zdawać, że on też by chciał. Po co się głupek w to pcha. Co sprawia, że stawia się w roli tego trzeciego? Może to taki talent życiowy? A może wbrew pozorom wygodnictwo? Umiłowanie do przygody i zdobywania. Twardy łeb?

I właśnie mnie wywaliło. Zapewne odtworzę ten wątek. Chodzi mi już dawno po głowie

Jude

Brak komentarzy

Nie zabieram nikogo na stopa, bo się boję, że jak będzie niedobrze pachniał, to sobie  nie poradzę, przez najbliższe kilometry w towarzystwie tego zapachu. Wącham centymetr po centymetrze skóry i wyczuwam najmniejsze niuansy zapachowego krajobrazu. Prawa pacha pachnie inaczej niż lewa. Jasne, że nie jesteśmy symetryczni. Pomyślałem dziś – po wczorajszym alkoholizowaniu się nie dam rady wypić pół butelki wina. Upoiłem się do zawrotu głowy bez alkoholu. Brak szampana przełamał schemat. Lubię upojenie niewspomagane. Jeszcze jestem na tym haju. Idę spać uśmiechając się do mojej błogości. Byłem pewien, że tu dzisiaj zajrzysz. Buziak.


  • RSS