monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2010

Jest na szczęście parę miejsc i sposobów, gdzie czuję się Panem siebie. Na przykład tu. Zamknij nawias gwiazdka nie starcza mi za pocałunek. Jemu też nie… ale

http://www.youtube.com./watch?v=8z_Fy4JKp_k

Kurwa

Brak komentarzy

Ta Rosjanka, ma u mnie wyjątkowo fory. Nauczył mnie jej Darek. Nigdy się nie spotkaliśmy. Dzięki Niemu odkryłem dla siebie Trelińskiego i operę. Anna Netrebko. To miara Violetty. Treliński wystawił teraz swoją Traviatę. Nie ma biletów do końca sezonu, bo jest łącznie tylko 6 przedstawień w ciągu 5 miesięcy. Netrebko to moja ukochana Traviata. Może ją Mu podaruję. ;)

Tango

Brak komentarzy

Weekend filmowy w podróży samochodem. Przeważał hiszpański. Był Saura. Obejrzany już na rogatkach słonecznej Warszawy. Główna myśl: film stary, bo już sprzed 12 lat – i wciąż nowoczesny. Nowoczesny w wyrazie. Przepiękny wizualnie. Bo że muzycznie wspaniały, to oczywiste. Dojrzali ludzie na tym filmie są piękni. I to wypowiedziane zdanie, że on się czuje jak chłopak… Pomyślałem, że Saurę kupię Mu na urodziny w maju. Filmowy weekend zacząłem na trasie Madryt-Barcelona jadąc z Warszawy do Jarosławia. Oczywiście zachwyciło mnie to, co Piotrek (Pedro) robi z posągami Barcelony: pokazuje je jako widoczki zza kuchennego okna nieumeblowanego mieszkania wynajmowanego za psie pieniądzie. Palau Musica Catalana w sumie taki w zamyśle był – dla ludzi prostych, choć wrażliwych – jest za oknami mieszkań – nie ma na niego najazdu i widoku z oddali, wchodzi się na jego kolumny nagle, i oto jest. Zatrzymałem film gdy z taksówki widać dom przy Park Guell – tak w przelocie, ten sam, który sfotografowałem więcej razy niż Casa Batlo. No i film jest wspaniały. O. powiedział, że chwilami ma wrażenie, że Piotrek kręci trzymając nad Jego życiem swą kamerę. Ja też miałem wrażenie, że żyję po Almodovarowsku. Pojadę do Hiszpanii znów. Tym razem do Madrytu. To już postanowione. Pewno koło grudnia. Bo w październiku dam się porwać do NY;)

ratio

Brak komentarzy

Idealny kochanek nie żyje w świecie racjonalnym
mimo to ma ciało namacalnie rzeczywiste. dotkliwie przyjemne.
czy jest bardziej marzeniem, czy fantazją?
jest tęsknotą!
11 września: skojarzenia to przekleństwo – mawia moja koleżanka z pracy.
Kocham każdy niespodziewany uśmiech Fortuny. Każdy zaplanowany z rozkoszą przyjmę.
Pinot Grigio. Każdy sikacz będzie smakował jak nektar

Gdy nie szlocham i gdy nie rozpiera mnie euforia, lepiej mi się pracuje. Mam nawet czas i ochotę kupić sobie kurtkę albo spodnie. Umiem się zorganizować, żeby zrobić coś dawno potrzebnego w domu. żadne odkrycie. Ale teraz tak mam. Chciałbym, żeby to potrwało. Znowu się zastanawiam nad wyjściem do opery dla mojej własnej przyjemności, a nie żeby dowieść sobie, że moje życie nie jest gorsze od Jego, a nawet lepsze. Nigdy mnie nie zajmowało to udowadnianie sobie czegoś. Architekt domu miał ze mną problem, bo nie trafiały do mnie argumenty o tym, że sąsiedzi zzielenieją z zazdrości. Czniam to. Ten stan, by wprawić kogoś w zazdrość miałem przez przedostatnie pół roku. Odeszło. Uff. Pozytywnie się wzruszam rzeczami legalnymi z mojego otoczenia. Mam więcej czasu na wnikliwość dla ludzi spośród mojego otoczenia, którzy są w nim od dawna i zostaną zapewne na dłużej. Trochę to ogólne, ale tyle musi starczyć, bo muszę skończyć oglądanie zaczętego filmu. Podoba mi się, że robię to dla własnej przyjemności. Czas pomiędzy wzlotami i upadkami ma to do siebie, że człowiek skłania się do pisania o pierdołach – co zrobił, co przeczytał… Bogu dzięki coś mnie powstrzymuje od tego – to że mało piszę to znak – że zaczynam żyć i na życiu koncentruję moją energię. Nie z premedytacją. Po prostu nadszedł ten czas. Ciekawe czy przejdzie we wzlot czy w upadek.

Po każdym powrocie mogę zatapiać się w tych miastach na nowo. Dzisiaj kupiłem sobie „2 dni w Paryżu” Julie Delpy. Obejrzałem pół w pociągu z Zawiercia, a drugie pół przed operą. Opera to takie miejsce klucz. Dobrze, że było dawno już moje. Nikt mi go nie odbierze i nie przestanę lubić chodzić do opery, cokolwiek się nie stanie. Spóźnienie o 50 minut. Wybrnął z tego. Po prostu nie przepraszał i nie gadał o tym. … Wróciłem do domu natchnięty Lizboną i wrzuciłem Penelopę. Penelopa ociera się o ten film Woodego Allena, który niestety obejrzałem ubiegłego kwietnia nie sam… i na którym słyszałem, że musi usłyszeć jak ją zrobią po rosyjsku… nie sam. Penelopa mnie obroniła. Jest bardziej zachodnia niż wschodnia. Dziękuję. To dzięki Barcelonie. W Barcelonie jest możliwy podryw na przejściu przez jezdnię o północy. Barcelona – męska czy żeńska – podoba mi się najbardziej. W Barcelonie byłem sobą. Czasami zdarza się quiz – czy chciałbyś tu mieszkać – w Barcelonie czułem się sobą. Całkiem sobą. Tym, którego udało mi się do tej pory poznać. Penelopa Almodowara dzieje się w Madrycie. Pojadę tam. Słyszałem wiele dobrego o tym mieście. Ciekawe, czy tam poczuję się dobrze. 


  • RSS