monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2010

Shelter

Brak komentarzy

Właśnie słucham drugi raz filmu. lubię takie komedie romantyczne. Rewelacyjna ścieżka dźwiękowa. Opłacało się poprosić o film.

City break

Brak komentarzy

Skąd się co i kiedy wzięło? To mnie już przestało interesować. Kiedyś zajmowało mnie to bardzo. Samo życie jest silniejsze od reguł, które myślimy, że je regulują. Znamy się na tyle, na ile nas sprawdzono. Pierwsza spowiedź przed Pierwszą Komunią Swiętą: jeśli tą miarą chcemy zmierzyć siebie w wieku czterdziestu lat – możemy mieć spory problem. Break, jak sama nazwa mówi – służy przerwie, urlopowi – na przykład od rzeczywistości. Dlatego jest w pojedynkę. I niekoniecznie musi kryć w sobie coś wstydliwego. Najczęściej, gdy zostaję sam w domu, zajmuję się dziwacznymi rzeczami – porządkuję książki, sprzątam mieszkanie i tym podobne. Poważnie myślę o wycieczce do Kolonii – stolicy niemieckiej branży. Nawet jeśli nie w maju – to z pewnością jeszcze w czerwcu.

cried

Brak komentarzy

Przepiękny weekend. Miałem czas na pracowanie. Jak na pięknym umyśle. I pracowałem. Jeszcze nie zgniłem do cna. W sobotę o 16 skończyłem tłumaczenie i nawet kilka tekstów skorygowałem. W przerwach na kawę spakowałem garnitur, dwie pary butów i prezenty dla chrześnicy. Gdy tylko skończyłem pracować – po prostu zamknąłem dom, wsiadłem do samochodu i pojechałem. Przez Wawę. Pustą. Niemiło pustą – jak w długie weekendy z zamkniętymi sklepami. Koło Garwolina na obwodnicy było mi już dobrze. Sprawdziłem, czy moje auto wyciąga wciąż xyz na godzinę jak rok temu na gdańskiej autostradzie. Potem był przyjemny wieczór. Dzisiaj cały urokliwy dzień. I cały czas myślałem o dwóch rzeczach. Po pierwsze – że wystarczy tylko słoneczny dzień i jest mi dobrze bez jechania na rubieże Europy. Po drugie, że wreszcie czuję przynależność i przyjemność bycia z moim ojcem i bratem. Wróciłem koło 20.00 do Wawy. Włączyłem film. I było mi dobrze. „Wiejski nauczyciel”. Czeski film. Płakałem. Było mi dobrze. I pomyślałem, że muszę wstać i podziękować za ten film. I jeśli miałbyś jeszcze takie filmy i zastanawiał się, z kim chcesz je podzielić i nikt nie przychodził Ci na myśl- to ja będę Ci wdzięczny za taką rekomendację, jak jestem Ci wdzięczny teraz.

chłopaki

Brak komentarzy

jestem u moich rodzicow. z ojcem pojechalismy po tort na chrzciny mojej jutrzejszej chrzesnicy. Uwielbiam mojego ojca. Przy kolacji moj brat, super sie rozumiemy. podoba mi sie.

Madonna tak zaśpiewała, intonując „Despair, regret, and tenderness…”. Puścili to dzisiaj na Zetce, która gra u mnie w łazience. Pomyślałem, że świetnie pasuje. Rzadko to puszczają – a szkoda – takie nastrojowe. Widok włączonego telewizora przyprawia mnie o dreszcze. Nigdy nie przepadałem za Big Brotherem, a teraz tylko reality show dają. W ostatnim czasie moja miska satelitarna wróciła do łask. No i cieszę się, że mam dużo roboty. Moja koleżanka z biura jedzie jutro rano do Paryża;) Zastanawialiśmy się czy lepiej gdy na pokładzie jest gostek z odczynnikami przyklejonymi taśmą izolacyjną do łydki, czy przekonany o wszechmocy włodarz. Już nie tylko wściekłość. Dochodzi obrzydzenie. Teraz mamy kolejny lont do beczki z narodowym prochem – czy na Wawelu. Decyzja zapadła – ale my dyskutujemy. Po co? Uszanujmy tych, którzy odeszli. Przecież już odeszli. Kłóćmy się z żywymi. Ale my nie – my zakładamy embargo milczenia na żywych, a zmarłym pokazujemy gdzie raki zimują… Głupie to.

Be strong

Brak komentarzy

Dostajemy w biurze od naszych kooperantów i klientów zza granicy kondolencje. Po angielsku, niemiecku, a nawet po polsku. Te po polsku wbrew zamierzeniom obcojęzycznych autorów wywołują kurczowo powstrzymywany uśmiech. Mamy być silni. Zauważyłem, że zwracam uwagę na to, jak są napisane. Najlepsze przysłała nasza agencja od gazety korporacyjnej z Niemiec. Te zachowałem. Wszyscy pytają – dlaczego wszyscy razem wsiedli do jednego samolotu. Wściekłość mnie ogarnia, gdy przechodzi mi przez myśl, że jeden człowiek przekonany o swojej mocy i nieśmiertelności zaprojektował wszystkim innym wspólny wyjazd i przeforsował lądowanie wbrew możliwościom lotniska. A może tak nie było. Ale tak mi się to w głowie układa. Nie odpowiadam na pytania. Nie solidaryzuję się z nikim w bólu i nie oczekuję solidarności. Pod pałacem Prezydenckim w niedzielę nie spotkałem skupienia i rozdarcia wewnętrznego – ale jeden wielki piknik. Fotografowanie się, wchodzenie na drzewa, żeby zwiększyć pojemność kadru aparatu. Podobnie jak msze, które odprawiał Papież – ludzie wyciągali termosy i w trakcie nabożeństwa pili, przynosili ze straganów kiełbaski… W firmie mieliśmy się zebrać na głównym hallu i uczcić minutą ciszy zabitych w katastrofie. Przeczytałem mail po fakcie. To jakaś machina. To jakiś pusty rytuał. W kilku ważnych sprawach nie chcę mieć towarzyszenia ludzi, którym moje uczucia są obojętne. Mojego prawdziwego smutku i mojej czci nie mam na pokaz, dla inscenizacji.
Małym śmigłowym Tupolewem – takim telepiącym i straszliwie głośnym leciałem w ubiegłym roku z Kijowa do Odessy. To dziwne, że niektórzy zazdroszczą /odmawiają innym ludziom porządnego i bezpiecznego sprzętu do pracy.


  • RSS