monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2010



Gdy patrzę na przykład na youtubie, jak wyglądał wtedy, gdy śpiewał to jako nowe i jak wygląda gdy śpiewa to samo, co się o włos nie zestarzało – ale on już nie ten sam – to się zamyślam na temat przemijania. On nie jest plastikowy i papierowy. Dźwięki, które ma w głowie, rozproszył wokół mnie, w realu na co dzień.
It’s a little bit funny this feeling inside
I’m not one of those who can easily hide
I don’t have much money but boy if I did
I’d buy a big house where we both could live……………………..

Zacisze

1 komentarz

Tom Ford inscenizuje w tym filmie wszystko, do czego uśmiecham się w duchu, ale na ogół nie rozmawiam o tym z innymi, mimo że oni też się do tego uśmiechają lub przynajmniej często o tym myśleli. Z malutkich niesalonowych tematów-nietematów maluje obrazy w stylu glamour (jedno z moich ulubionych słów). Biblioteczka w toalecie. Moja ulubiona ciotka miała gazetnik w toalecie. Pamiętam, że moja matka zawsze się ironicznie uśmiechała, gdy wychodziła z tej toalety. Ja już jako 12-latek byłem zachwycony prostotą i uczciwością podejścia do siebie tej ciotki. Mój architekt poszedł dalej – zaprojektował w toalecie półki na książki, stojak na czasopisma, wolnostojącą umywalkę w kształcie chrzcielnicy i nazwał całość świątynią dumania. Zabawne było tylko, że w żadnej z rozmów nad projektem nikt nie stawiał tej toalety pod znakiem zapytania. Nie było pytań, po co, dlaczego – zaprojektowane rzeczy, ich funkcjonalność i przeznaczenie zostały zaakceptowane jak oczywistość bez najdrobniejszego słowa uznania albo sprzeciwu. Tak, jakby w każdej bibliotece stał klop i bidet obok. Samotny mężczyzna zatapia się w lekturze siedząc na toalecie. Warunkiem takiej przyjemności jest posiadanie okien w łazience. On ma takie okna. Siedzi w otwartym oknie i czyta. Zwabiony odgłosami sąsiadów, śledzi sytuację za oknem. Pewien kierowca, z którym jechałem na montaż stoiska kiedyś do Poznania szedł dalej: na stacji benzynowej, gdzie zatrzymaliśmy się na kawę – bez najmniejszego zażenowania z kawą udał się do toalety, rzucając do mnie, że zostawia mnie na 10 minut przy stoliku, przy którym usadowiłem się ja. Ostatnie wydanie Men’s Health w dziale porad również tematyzuje to zagadnienie, odradzając posiedzenia w świątyni dumania ponad miarę i potrzebę fizjologii – podobno grozi to hemoroidami. Czyżby miało to wyjaśnić dlaczego głównie my mężczyźni cierpimy na tę przypadłość? W każdym razie przyjemność toaletowej lektury jest dla mnie silniejsza niż ewentualne problemy z żylakami w pewnym miejscu – trochę tak jak z palaczami, których rak płuc nie powtrzymuje się przed rozkoszą błękitnego dymku. Ciekawi mnie czy czerwone wino palaczowi smakuje tak samo jak mi? Czy trochę kwaśniej?

Mało co jest się w stanie równać z urodą prostych rzeczy. Po prostu biały jogurt o świcie - szampańsko, jeśli z nieoblizanym śladem na uśmiechu. Trochę dobrej kawy. Dotyk wstającego słońca na skórze pleców. Niemy, ale uśmiechnięty i zachłanny pocałunek (najlepiej w seriach) z puszczonym zalotnie okiem. Dwie chwile lenistwa w ciepłych wyspaną kołdrą ramionach. A nawet oddalające się do łazienki pośladki widziane jeszcze z perspektywy pościeli. To wszystko tylko czasami z odrobiną muzycznego radia (na ospałych falach). Perfekcyjny poranek ludzi, którzy wychodząc z domu stają się niewidzialni dla innych i tylko w niewiadomy sposób rozpoznawalni są dla innych niewidzialnych. Na skórze, w głowie, przed oczami mam wczorajszy seans Samotnego mężczyzny w Muranowie. I tak, gdy zgasną światła i czaruje ekran niewidzialni stają się dla siebie bardziej widzialni. Kilka tygodni temu napisałem, że Godziny to film, który oglądałem kilka razy. Ten obejrzę kilkanaście i nauczę się każdego obrazu. Obydwa filmy się splatają. Łączą się mocno też z Daleko od nieba. A single man jest ucztą. Czymś jak slow food dla oczu. Perfekcyjny design każdego kadru, lata 50 obecne, ale nie przytłaczają – wręcz wymodelowane w nowoczesnej stylistyce. Dużo światła, oszczędność detali – a wszystko co widać i słychać ma znaczenie. Każdy obraz uruchamia tysiące wspomnień i skojarzeń do innych obrazów. Mało kto może się na tym filmie powstrzymać od wycieczki do siebie sprzed lat. Ożywają wszystkie odeszłe (nawet jeśli nie zabrane przez śmierć) miłości i zakochania. Ten film widziany z prawie pustej i spokojnej sali kinowej to składnik perfekcyjnego wieczoru na dwa fotele (nadawałby się doskonale na dwuosobową kanapę w pozycji półleżącej w ramionach). Ten film unosi jak spokojna fala na ciepłym i pustym jeziorze. Sączy błogość i mimo wszystko pogodę, że to dobrze – że te wszystkie małe promyki, które w życiu gasną są potrzebne, by móc przetrwać do końca… dnia… do końca w ogóle.

Po wyjściu z kina staję się na przejazd w zacisze ścian z oszałamiającym widokiem znowu niewidzialny, na całkiem przyjemne krótko.
Ten film obejrzę jeszcze bardzo wiele razy. Wiele razy powrócę tu do niego. Nie obejrzę go z nikim innym. Oto dobiegł końca perfekcyjny wieczór. Któremu mało który dorówna. Dobrze, że był i że wciąż jest w mojej głowie. Potrzebuję tych promyków, by dotrwać do końca, nawet jeśli miałyby gasnąć.

O ile lubię Julianne Moore z Godzin – bo swoją żałość wyżywała na niewrażliwym otępieńcu – jak odbierałem jej męża, o tyle była dla mnie trudna w Daleko od nieba. Chyba ten jej małżonek przypominał mi za bardzo mnie – a nikt nie lubi, jak się mu pokazuje, że się przejrzało go na wskroś. Mam nadzieję, że nie będzie zatem sączenia żalu na dzisiejszym seansie Toma Forda, i że Julianne będzie bardziej gay friendly – zobaczymy. Ciekawi mnie natomiast zewnętrznie odmieniony Colin Firth – czyżby jemu kostium gay miał nie służyć? Lubię go w sweterku w romby lub renifery (film sobie książka sobie) – i mam nadzieję, że jego zdystansowane ciepło nie utraci żaru.

Jadąc dzisiaj z treningu myślałem o tym, że z wiekiem zostaje coraz mniej pierwszych razów. Jest cała masa rzeczy, które różni ludzie zawłaszczają w naszej świadomości. Lub jest cała masa rzeczy, które różni ludzie robią z nami pierwszy raz. Albo przynajmniej to nagle uświadamiają. Najmocniejsza jest kategoria rzeczy, które ktoś zawłaszczył, bo był tym pierwszym. Co ja zawłaszczyłem, o czym wiem? Z najbardziej takich miłych pierwszych razów mam w głowie podanie mu jako pierwszy śniadania do łóżka. To było proste, a z drugiej strony on z niejednego pieca chleb już jadł – że jeszcze żadnemu nie przyszło do głowy zrobić mu pikniku w łóżku, świadczy o tym, że pobyty w łóżku nie ocierały sę o poranek (wampiry boją się świtu), lub… sam nie wiem. Jako pierwszy kupił mi majtki – od razu 3 różne. Moja matka kupowała mi majtki – 15 par na raz – za 10 złotych. Bardziej pamiętam te 3 różne. Wydaje mi się, że są z Chicago a nie z NYC. Pierwszy prezent nie związany z erotyką – skręca mnie z ciekawości i jest bardzo przyjemne. Ludzie, faceci mimo wszystko lubią być ludźmi.

Dziś byłem w kinie. Nie chrapałem. W ogóle nie spałem. To dzisiejsza wersja Indiany Jonesa. Rewelacyjnie zrobiona. Od Sherlocka Holmesa zachwycam się nowoczesnością historycznego kostiumu i technologią, która sprawia, że nie ciąży na mnie powaga stroju filmu. Niezależnie od doznań kinematograficznych jestem obecnie high mood;) Lubię to. Wiem jak to zachować: nie starać się temu pomóc. Po prostu pozwolić by było, bez dorzucania drew do ognia. Lubię, że Chello wrócił do Wawy. (miłego weekendu). Od jutra mam warszawski weekend tylko dla Siebie. Stacjonuję w Forum. Idę do teatru wieczorem. W ciągu dnia – do Muzeum Narodowego i połażę po mieście. Sciągnąłem audioguidy z oprowadzaniem po Warszawie. Uważam, że Warszawa warta jest mnie takiego, jak dostała Barcelona. Notabene tegoroczna konferencja prasowa jest w Barcelonie. Postanowiłem posłać tam moją koleżankę. Albo pojedziemy obydwoje, albo tylko ona. Jeśli tylko ona – to ja dam dyla do NYC w tym czasie: 12-13 października;) Lubię to słońce w Wawie. Gdyby Wisła była na stałe taka szeroka – turystycznie i rekreacyjnie ożyłyby jej wybrzeża. Koło zamachowe turystyki wewnętrznej – ludzie przyszli oglądać wielką wodę. Drżyjcie zmotoryzowani.


  • RSS