monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2010

Pożądanie

1 komentarz

Widzieć i być widzianym. To mało. Pożądać i być pożądanym – oto coś, co daje powera. Nie sam przedmiot przywieziony z podróży sprawia przyjemność, ale świadomość, że nosił w sobie myśl, by pójść po to do sklepu, chwilę się zastanowić przed ekspozytorem, porównać z innymi przedmiotami i wybrać wreszcie ten, spakować, ba – ukryć w bagażu, a potem w najkrótszej chwilce na zakończenie spotkania po podróży mimochodem wspominając – podarować. Za tym przez ostrożność zmarginalizowanym gestem kryje się bardzo duży proces myślowy. Prezent sprawia przyjemność właśnie dzięki tej myśli. Pożądanie to pamięć ulotnych detali i tęsknota za nimi. Najczęściej nie wiem, co we mnie pożąda. Raczej nigdy, co w sobie wyreżyseruję i świadomie zaprezentuję. Przywiesza swą myśl do ulotnych i niemal niezauważalnych niuansów mnie. Pożądam w nim nie to, co wyszukał w sobie, za co sam jest z siebie dumny, co przygotował dla mnie i w oficjalnym geście ukazał o sobie. Pożądam go za te chwile, gdy nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak jest niepowtarzalny. To wtedy, gdy poczuł się bezpiecznie przy mnie i odczuwając chwilową, intensywną przyjemność wyłączył kilka fire walli, którymi otacza się przed ludźmi, by go nie ranili. Mam skłonność zapamiętywania wyrazu twarzy podczas pierwszego dotyku dłoni. Dotknąć czyjąś dłoń po raz pierwszy wymaga odstawienia na bok tarczy. Właśnie pożądanie przeważa szalę ostrożności. Nie można go zainscenizować, bo bierze się z autentyczności odruchów – dlatego tak mocno rozczarowuje udawane na siłę.

Kolejna blotka będzie nosiła tytuł: „Po raz pierwszy”

Second Life

1 komentarz

Które jest prawdziwe? W którym jestem the real one? Nie ma obiektywnej rzeczywistości – po co więc szukać absolutu prawdziwości. Gdy docieram do tego rodzaju konstatacji przypomina mi się jedna z moich ulubionych książek – „Granica” Nałkowskiej. Czy prawdziwy jestem taki, jaki o sobie myślę? Czy taki jakiego staram się wykreować? A może ten, który jawię się w oczach mojego kochanka? Czy bardziej mojej szefowej w pracy? Czy koleżanki, z którą na szefową nawalam? Po co obkładam książkę czytaną w poczekalni w gazetę (nieprzypadkową)? Czy to przypadek, że danego dnia mam określone majtki na sobie? Po co zmydlam nowe mydło przed położeniem na umywalce na pół godziny przed przyjściem gości na proszoną kolację? Czy kiedykolwiek zmywam któryś z makijaży? Może dlatego uwielbiam zostawać na 3 dni w roku sam w domu i … robić porządki? Włączyć radio na tym programie, który lubię, zaświecić wszystkie światła w domu, poszukać par skarpetom osamotnionym w szufladzie i znaleźć za stertą do prasowania ulubiony T-shirt? Gdy zostaję na trzy dni sam – najchętniej bym nie szedł na sport, wróciłbym do domu już o 15.00 i z pewnością nie wyjechałbym do Barcelony – czy: jeśli te wszystkie rzeczy robię na ogół – to znaczy, że uciekam przed niebyciem sam? Czy że uciekam przed tymi, którzy na co dzień ze mną są? Czy jestem samotnym mężczyzną, który czasowo ma niepożądane towarzystwo, czy szukam towarzystwa, w którym nie będę chciał oglądać się za samotnością? Które to jest to pierwsze, a które drugie życie? W jakich godzinach jestem sobą? Która tęsknota jest prawdziwa? Hm – czy rzeczywiście chcę się tego dowiedzieć? Czy faktycznie istnieje odpowiedź? A może warto po prostu żyć w każdej godzinie biorąc od czasu to, co on ma do zaoferowania bez dzielenia włosa na czworo? Może prawdziwe jest to, co właśnie jest. Ze jestem tu z Tobą i sprawia mi radość smak Twojego pocałunku? I prawdziwy będę za pół godziny usypiając resztki towarzyskiej samotności colą zero z wódką? Ubieram książki w kostium przecież nie dla ochrony okładki przed zniszczeniem. Chcę się wydać fajniejszy sobie czy zależy mi na opinii przypadkowych zupełnie ludzi? Czy aby na pewno żyję w swoim życiu?

excessive

Brak komentarzy

Sposobem na odrzucenie była próba znalezienia akceptacji w innych ramionach. Nie dla tych ramion. Dla tamtych, które odeszły. Jako ich przeciwwaga. Zagryź gorzkie słodkim. Nudę niezainteresowanego mną wieczoru w domu zapijałem colą z wódką. 1/3 szklanki wódki zalana w półlitrowej szklance colą zero. Tak udawały się noce bez koszmarów – ale i bez sennych marzeń. Wdając się zbytnio w rozmowę z niewartym otrzymanej przyjemności kochankiem przehandlowywałem własne wspomnienia. On zaś zasadzał w strukturze moich odniesień swoje podróże, młodzieńcze miłości, zdradzanego partnera. Jego wspomnienia, gdy on już odszedł nawiedzały mnie, bez pytania rozgaszczając się w mojej głowie i przestawałem wiedzieć, co robię dla siebie, a co wymusza skażona nim moja świadomość. Wiele w czasie tamtej znajomości robiłem pod kątem jego upodobań, które chciałem przyuczyć do bycia moimi. Narzucałem je sobie, a przez to przestawałem być sobą. Więc coraz mniej musiałem się podobać komuś, komu podobał się tamten nieskażony, choćby nim samym. Dlatego było potrzebne mi odnalezienie siebie. Robienie znowu rzeczy, jak ja je pragnę – po prostu. Bez ekscesu, bez szamotania się między dwoma biegunami ekstremum. Po prostu rzeczy dla nich samych. Ludzie – dlatego, że z nimi miło, a nie jako środek odurzający. Seks nie po to, by mieć pretekst do wymiany kilku zdań z drugim człowiekiem i by przelotnie dotknąć jego dłoni. Seks dla przyjemności seksu – właśnie z tym, a nie innym przypadkowym kochankiem – bez kompromisu, bez ekscesu, bez presji i determinacji – po prostu z pragnienia przyjemności. Znalezienie równowagi i siebie było dla mnie uwierzenie sobie. Zerwanie z oszukiwaniem siebie. Z próbami nakłaniania kogoś do mnie. Z wyczekiwaniem na przyjazne gesty lub oznaki sympatii. Sobie powierzam tylko zachwyty nad tym, gdy ktoś mnie w zachwyt wprawi. W głębi ducha wypowiadam pod jego adresem komplementy i rozmarzam się sam do siebie nad przyjemnością mijającego wspólnie czasu. Nie, żeby nie zapeszyć – po prostu w taki sposób jestem silniejszy i mocniejszy – na teraz, na potem, dla mnie, dla nich, dla niego


  • RSS