monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2011

To Warren jeszcze przed moim urlopem zaplanował na dzisiaj wyjście naszej czwórki na Kings speach. Poprosił mnie tylko, żebym nie oglądał przed wszystkimi. Tak rzadko mnie ktoś prosił ostatnio o wyłączność, że z przyjemnością się nie wyrwałem, mimo że ściągniętego Króla mam już od 3 tygodni na twardym dysku. Za tydzień będziemy przeglądać reviews, dyskutować o filmie i pewno przyglądać się jakimś fajniejszym leksemom. Zobaczymy… Jak kiedyś piosenki przylepiałem do osób, tak teraz przylepił się do osoby z mojego otoczenia the mighty Collin. The single man. Miał ewidentnie dobry rok. Moja koleżanka z biura zapytała, czy zawsze się tak głośno śmieję. Przepraszająco powiedziałem, że tak i że chętnie się przesiądę do pustych rzędów poniżej – ale rzadko zdarza się tak duża publiczna anonimowa przestrzeń do wyrażenia swojej radości w poczuciu współmyślności z resztą. Zgodziła się jednak, żebym pozostał na moim miejscu… Nie będę się wymądrzał tu o tym filmie, bo on jest na tyle mądry, że bym się przecenił otwierając usta. Jest przebłyskotliwy i przeinteligentny. Jestem szczerze zdziwiony, że tak przyjemne i znakomite w swej prostocie kino dostało nagrodę mainstreemu amerykańskiego. A może powinienem się przekonać do Oscara? i dostrzec więcej szarego, dając mu szansę? Ja też w sumie oczekuję, by zaufano mi, że będę coraz mądrzejszy i lepszy. Daj czego oczekujesz? Niech będzie.

W szkole nie umiałem się tych dwóch rzeczy uczyć. Nie potrafiłem (bo nie widziałem emocjonalnego uwarunkowania) zbudować z tą wiedzą żandych skojarzeń. Z geografią zaprzyjaźniłem się gdy zacząłem wyjeżdżać służbowo. Zabawne, że na początku nie śledziłem trasy przejazdu. Dopiero szósta czy jeszcze późniejsza podróż wzbudziła zainteresowanie mapą. Mapa jest dla mnie teraz stroną startową przeglądarki internetowej. Na mapie robię notatki. Prowadzę wiele map i na mapach notuję. W efekcie okazało się, że moją słabą orientację przestrzenną upośledzał dodatkowo brak wiedzy o topografii miejsc, w których się znajduję. To się zmieniło od Londynu 4.12.2009 – gdy zacząłem podróżować całkowicie sam. Gdy wylądowałem na Heathrow – zastałem wszystko, czego potrzebowałem w miejscach opisanych przez przewodnik, fora internetowe, relacje wysyłającego mnie tam mentora. Musiałem znaleźć, bo byłem sam. Teraz czuję się u siebie, gdziekolwiek wyląduję. Tak było w też w Grenadzie, która jako pierwsza przywołuje najintensywniejsze emocje o Andaluzji i jej nieskażonym angielszczyzną uroku. Na miejscu nie wyciągam prawie mapy – bo w głowie mam układ ulic. Dodatkowo pomocne są drogowskazy. Historyczną (bardzo malutką, ale zawsze) żyłkę pobudziło we mnie średniowiecze Folletta w „Filarach Ziemi” – obłędna książka. Budują katedrę. Teraz w każdej andaluzyjskiej katedrze słyszałem głosy bohaterów powieści. Folletta katedra jest w Kingsbridge (muszę tam pojechać) – a nie na południu Europy. Jest inna. Osobliwość andaluzyjskich katedr bierze się z tego, że są poprzebieranymi meczetami. W Sewilli widać to najbardziej – gaj pomarańczowy wciąż urzeka arabskim powabem pod kątem prostym krzyżujących się w posadzce strumyków. Obejście dookoła katedry w Maladze nie przywołuje tak szybko arabskiego pochodzenia. Ale gdzie tam – w dziedzińcu przed wejściem nieco zaniedbane drzewka pomarańczowe stoją w mocno poprzestawianym gaiku – jak dawno temu. Z przyjemnością zatapiam się teraz w historycznych opowieściach – bo ciekawi mnie skąd ta mnogość. Historia odkrywanych przeze mnie miejsc przyniosła nowe, które się ustawiło w szeregu obok starego. Natomiast historia miejsca mojej podstawówki była destrukcyjna. Zniszczyła wszystko, co było przedtem. Jak miało się małe dziecko chcieć uczyć o czymś, co musiało sobie wyobrazić na podstawie mętnych i fałszowanych przekazów – bo żadnych wyrazistych śladów poza brzozowymi krzyżami historia nie pozostawiła? Sukces historii Folletta bierze się z tego, że budują, a nie niszczą. Najpierw katedrę. A w kontynuacji eposu – most. Właśnie czytam tę historię z zapartym tchem – i równolegle oglądam mapę.

Nic nie cementuje relacji międzyludzkich tak bardzo, jak wspóly pamiętnik doświadczeń i przeżyć. Wspólnie się spocić poza pościelą hotelowego łóżka. Wspólnie się pośmiać poza salonem telewizyjnym. Wspólnie wyszumieć poza barkiem pokoju. Dryfowanie „Razem” rozszerzyć poza toń lampki wina. To inwestycja. Na dobre i trwałe.

W smak

Brak komentarzy

Nowożytne problemy żywieniowe zrodziły się ok. 100 lat temu, gdy zaczęto produkować (i jeść) cukier. To problemy uzębienia i nadwagi – powiedział pan profesor w „naukowej kafejce” – w której przez przypadek w połowie grudnia wziąłem udział. To też problemy percepcji smaku. Od kiedy nie jem cukru w postaci białej śmierci, wyczuliłem się na smak i stałem się dla złego smaku bezwzględny. Po prostu przestaję jeść. Zacząłem gotować i interesować się jedzeniem. Od 24 grudnia schudłem już 8 kilo, a jem coraz lepsze i coraz więcej dobrych rzeczy. Pyszne, na przykład chorizo, i całą serię andaluzyjskich pyszności – z efektem „-1,5 kg” po powrocie do domu. Nie dotykam tylko pieczywa, ziemniaków, ryżu i słodyczy. Rezygnując z szerokości skali nagle wypłynąłem na głębokie tonie smaków. Wreszcie zbliżam się do tajemnicy smaku. Zapachu. I kolejnym moim hobby stało się gotowanie. Kupiłem masę przypraw. Spędzam masę czasu w kuchni – a rysy twarzy się wyostrzyły i znowu zdecydowanie i bez przymierzania kupuję S. Zeby nie mieć płaskiego tyłka – robię seriami przysiady i wypady – żeby dupka pozostała okrągła.

To była chyba reklama Ery. W dwóch wariantach: męskim i damskim. W damskim laska paplała do fryzjerki, która jej myła głowę, potem suszyła, strzygła, czesała… Paplała o wszystkim – słowotok, jak to laski – o psiapsiułach i facetach. W pewnym momencie, gdy zawiesiła głos, fryzjerce udało się wypowiedzieć jedyną kwestę: „dwieście złotych”. Hasło – W Erze możesz taniej – czy coś w tym stylu. Męski wariant był gadaniem do taksówkarza, gościa który wsiadł do taksówki i paplał filmowany na tylnym siedzeniu. Chyba o piłce nożnej. Koniec podobny. Przed trzydziestką obruszonym milczeniem traktowałem usiłujących rozpocząć mówienie do mnie taksówkarzy. Dawali sobie po dwóch kwestiach spokój. Jakże ostatnio się zmieniłem. Musiałem się mocno postarzeć, bo teraz zagrzewam do gadania taksówkarzy - i wiele się z tego uczę. Generalnie wiele się uczę z kontaktów międzyludzkich (taki truizm). Najciekawsze są kursy z lotniska. Z racji mojego rozbuchania podróżniczego uczę się garściami. Od przedostatniego dowiedziałem się o tym, że on z paczką kumpli organizuje się i wyrusza regularnie do Mongolii. Podał mi nawet stronę internetową człowieka na miejscu, który organizuje różne przeprawy. Wielce pouczające. Ostatni taksówkarz raczej chciał się dowiadywać ode mnie. Szczerze. Sam zagadał. Gdy po pierwszej zdawkowej odpowiedzi z mojej strony zadawał dalsze pytania – autentycznie szukające wiedzy, chętnie dzieliłem się z nim spostrzeżeniami. Zaczyna się zwykle od tego – skąd przyjechałem. Potem, jaka tam pogoda. I że pewno to dla mnie straszne przestawienie się z 20 stopni na plusie na 10 stopni na minusie. Dotarło do mnie na tym mrozie – że właśnie to nie jest najgorsze. Największy kontrast dotyczy światła. Prawie do siódmej wieczorem było widno jeszcze ostatniego dnia mojego pobytu na wyjeździe. Po wylądowaniu – ciemność. Lekko się chodzi po mieście bez całej fury ubrań na sobie – ale nie ciepła mi brakuje tu. Właśnie światła. Zapytany kilka miesięcy temu Lizbończyk, jak mu się podoba w Polsce – odpowiedział: ciemno. Zżarłaby mnie tu depresja na dłuższą metę. Bingo – rzadko ludzie umieją docenić co mają u siebie w nadmiarze. Urodzinowy poradnik fotografowania poświęcił jeden z rozdziałów na to, że w różnych szerokościach geograficznych jest różne światło, kąt padania promieni słonecznych, różne otoczenie, a co za tym idzie różna barwa światła… Jeszcze kilka lat temu nie zrozumiałbym, o czym mowa. Teraz doskonale wiedziałem, dlaczego w Wawie nie mam ochoty wyciągnąć aparatu z torby. Podróże kształcą. Te taksówką też.

Na ostatnie urodziny dostałem przewodnik po Andaluzji. I po Sevilli. Od jutra będę go używał. Przez kolejne 5 dni. Właśnie spakowałem walizkę. Taksówka powinna być o 4:50 rano. Darczyńca siłą rzeczy zostanie zabrany w podróż. Tymczasem myślami. Jeszcze tylko lampka wina domowej roboty mojego ojca, przekartkuję przewodnik, naciągnę kordłę – i … Właśnie – w Andaluzji jest teraz 15°C – w Warszawie – minus 10. Pozdrawiam Ateny;)


  • RSS