monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2011

Jestem na tak. Islandia. Whatever. Nie jestem dobry w SM. Nie wiem, o co w tym chodzi. Nie zamierzam w życiu zastanawiać się, czy spełnię, czy nie spełnię oczekiwania. Jestem po prostu tym, kim jestem. Tym, którym nie jestem, nie udam, że nie jestem. Umiem się całować na ulicy. Umiem pieścić pośladki robiąc coś do jedzenia. Umiem siedzieć obok w pociągu lub samolocie. Umiem pieścić palce w operze i operetce, gdy zapadnie mrok po uniesieniu kurtyny. Umiem wybrać dobre wino. I nie tylko. Umiem być obojętnym i na dystans. Umiem szaleć jak żywioł. Umiem być na dystans. Umiem być. Bez narzucania się. Nawet, jeśli nie wiem, o co chodzi w sm.

Nigdy nie podobały mi się targowiska, bo na nich koncentrowało się miasto, do którego zabierała mnie ze sobą babcia. Mówiła na to targ. Nic tam nie było nowego ani odmiennego od wiejskości, która była dla mnie w dzieciństwie zbyt zwyczajna. Na targu ludzie sprzedawali na straganach pomidory, marchew, buraki czerwone, pietruszkę, jabłka, renklody, węgierki, mirabelki, orzechy włoskie i laskowe, na wiosnę tzw. rozsadę. Wszystko to znałem z domu. Nie bezpośrednio, bo moi rodzice nie byli rolnikami – ale wystarczyło między polami przejść do kościoła i całe targowisko w wymiarze makro było codzienną scenografią. Wyjazd z rodzicami na stambulski bazar nie zmienił tej optyki. Targ to targ. Nie podniecała mnie berlińska Markthalle z egzotycznymi tureckimi przekupniami – jakoś długo nie ceniłem warzyw. Halę Mirowską odkryłem dla siebie tydzień temu. Od razu przywołała skojarzenia stuttgarckiej Markthalli, którą poznałem dwa lata temu zimą – z jej zapachami. Potem już w każdym mieście szedłem na targ warzywny. Lata zakupów w hipermarketach obudziły tęsknotę do zakonserwowanych skojarzeń z dzieciństwa. Halę Mirowską mam po drodze z sobotniego porannego treningu. Kupuję tu z 5 kg mięsa różnego rodzaju, warzywa i owoce – głównie sałatę, cebulę, szczypior, rzodkiewkę, jabłka, ogórki i pomidory. Jadę z tym do domu  i od razu zaczynam gotowanie. Schab piekę na soli posmarowany musztardą francuską – nie jadłem bardziej soczystego schabu. Z polędwicy wołowej robię trochę tatara na wieczór do wódeczki, a resztę smażę jako krwiste steki. Piekę pierś z indyka w musztardzie i miodzie na soczysto. A polędwiczki wieprzowe unurzane w musztardzie też na soli. Przez cały tydzień wiodę bardzo miejski i zapracowany tryb życia – więc nie gotuję, gdy po pracy i treningu ściągnę do domu. Wyjadam sobotnie kuliraria. Gdy wczoraj chodziłem po bazarze na tyłach Hali Mirowskiej pomyślałem, że ten targ podoba mi się najbardziej. Nie muszę wsiadać do samolotu, żeby połazić między straganami z mięsem, wędliną i warzywami. Owszem, nie ma tu ostryg, wspaniałych ryb, kalmarów, krewetek i bogactwa owoców morza – ale jest też autentyczność otoczenia – Warszawa przecież nie leży nad morzem. Warszawa jest tu prawdziwa i autentyczna – nie jest tu ufircykowana jak w niepasujących do niej witrynach Dolce & Gabanna, Trusardi, Gucci…

http://www.facebook.com/video/video.php?v=307601551793

W tzw. schowku na rękawiczki wożę cygaro przywiezione z Cuby. Mam ochotę je wypalić. Najchętniej w towarzystwie. Nie wiem, czy jestem alkoholikiem, czy pijakiem. Poza pracą pozytywne emocje wywołuję w sobie chemicznie. Dwoma puszkami 10%ego Daxa albo dwiema Cuba Libre. Mam przerwę w słuchaniu audiobooków, bo nic ciekawego nie znajduję, a wiadomości ostatnio są bardzo rozrywkowe;) Dużo pracuję. Cieszę się na wyjazd na kurs żeglarski. I Do Pragi. Na polsacie właśnie kończy się „Supertata”. Pozytywne wibracje.

Na krótko wpadłem do Massimo Dutti, żeby odebrać skrócone białe spodnie. Po drodze jeszcze siostrzana Zara – tam dwie koszule i jeszcze jedne, tym razem lniane spodnie do odbioru po skróceniu w najbliższą sobotę. W przymierzalni spędziłem chyba z godzinę. 12 różnych innych rzeczy. Wziąłem z nich tylko takie, które nadają się do roboty. Pomyślałem, że czuję się bezpłciowo, bo nie biorę nic odważnego. Nic, co wyzywa moją samczość. I jeszcze raz sobie przypomniałem – samczo czuję się zaakceptowany jako facet całujący się na ulicy.

Dobra pogoda działa na mnie pobudzająco. Wymyśliłem, że w krótkich spodenkach będę chodził bez bielizny. Pobudza mne to tym bardziej. Lubię sikać w ogrodzie stojąc. W lecie będę chodził bez bielizny w ogóle. To zakłada dużą liczbę par spodni. Właśnie w sobotę zrobiłem kolejne zakupy. Na coś te wszystkie portki się przydadzą.

Czaruś czaruje. Jak długo o-czarowuje. I czy nie roz-czarowuje. Psychosomatyczne, niekłamane odczuwanie narastającego podniecenia jest wpisane gdzieś pod skórę. Nie trzeba widzieć. Ne trzeba dotykać, żeby czuć to we wspólnym wymieszanym powietrzu. Dwa lata temu na lotnisku w Austrii kupił sobie – dość badziewne – okulary przeciwsłoneczne do wyjazdu na długi weekend majowy w Dubaju. W tym roku M. kupił sobie też na lotnisku okulary. Na tym samym. Też pczeciwsłoneczne. Nie badziewne. Też przed wyjazdem do Dubaju. Też w maju, choć nieco później. Tak samo podatny jestem na oczarowania, ale jak nigdy ostrożny przed rozczarowaniami. Jak nigdy dotąd.


  • RSS