monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2011

Imieniny

Brak komentarzy

Cheers.
W ostatni poniedziałek Warren utyskiwał na to, że on nie mając w Polsce imienin jest poszkodowany o jeden prezent. Wiadomą rzeczą jest, że interesującej kobiecie nie da się dogodzić prezentem. Tylko te przewidywalne i zapobiegawczo-zaradcze są ukontentowane jak najedzony wróbel, gdy dostaną coś, co jednoznacznie sugerowały od miesięcy. Pozostałe każą się pozytywnie zaskakiwać, a następnie strzelają focha. Warren buduje zatem swój związek najprawdopodobniej z jakąś z gatunku interesujących. Dwa razy do roku foch, mimo że wydaje kupę szmalcu (kilka piw by za to było) i stresuje się w centrum handlowym – a on sam dostaje prezencik tylko raz. (Oczywiście stres przeżywa też w Walentynki: ostatnio kobieta powiedziała do niego, żeby sobie nie kupowali żadnych głupotek. Warren bierze wszystko bardzo nieskomplikowanie i po męsku dosłownie – mimo że o polską obyczajowość się już mocno otarł i to i owo sobie przytarł. Więc ucieszył się, że jedno zmartwienie mniej. Ale kobieta oczywiście kupiła drobnostkę – i znowu – zgrzyt…). Bardzo szybko mieliśmy dla Warrena rozwiązanie. Przewertowaliśmy kalendarz i wynotowaliśmy kilka polskich odpowiedników Warrena, żeby sobie raz na zawsze wybrał i mógł tego dnia wyczekiwać prezentu. Skupiliśmy się na tym, żeby się zaczynało na W. Warren był za tym, żeby być Waldemarem – fakt – Waldek może mieć w sobie wiele wdzięku. Ale najbliższego Waldemara jest dopiero 11. grudnia. Byliśmy jednomyślni, że imieniny w grudniu to niefart – nie można zaprosić przynoszących prezenty do ogródka piwnego. Poza tym grudniowe imieninowe prezenty z racji nadciągającej nawałnicy świątecznej zawsze jakieś chude są. Skupiliśmy się na miesiącach wakacyjnych – jako optymalnych na imieniny. Przewertowaliśmy dating Wacława, Walerego, Walentego, Waltera, Wawrzyńca, Wieńczysława, Wilhelma, Wincentego, Wirgiliusza, Wita, Włodzimierza, Wojciecha… i zdecydowaliśmy się udzielić Warrenowi praw do posługiwania się w celach imieninowych imieniem Wiktor. Najbliższe imieniny Wiktora są już 28. lipca – akurat dość czasu na zorganizowanie przez znajomych prezentów.

Czemu ostatnimi czasy chrabąszcze majowe uaktywniają się dopiero na przełomie czerwca i lipca? MASAKRA!

Słodziak, co? hehe ;)

Jest kasa i pozycja, to byle siłka nie jest wskazana. Bywać należy tam, gdzie są ludzie z zarządów, dyrektorzy i światowi goście hotelu Hilton. Gdzie sprzęty są nowiuteńkie, zewsząd pachnie wiosną (ale nie taką warszawską, z nutą rozmrożonych psich kup), a elita złazi się z przyczyn bliżej nieokreślonych.

Elitę stanowi rzesza biegaczy i rowerzystów. Inne sprzęty są poza ich kręgiem zainteresowania, ponieważ nie posiadają wbudowanych telewizorów i wymagają czasami zaangażowania rąk, a przecież one służą do przytrzymywania komórki przy uchu lub pisaniu maili!

Te „inne sprzęty” stoją puste, dlatego była to dla mnie połowa raju, bo szaleć można było na wszystkim. A połowa, ponieważ po pół godzinie nauczyłem się na pamięć wszystkich twarzy – opalonych, błyskających śnieżno-białymi koronkami i w pełni skupionych na rozmowie telefonicznej, wszystkich ciał – większym wysiłkiem nie skalanych oraz ”zwykłych” sportowych ciuchów za 500 PLN za sztukę (jak mniemam gacie, też nie były z przemysłowej bawełny)…

Jednym słowem myśli typu: ale ma łapy, zajebiaszcza klata, super barki (może to i obciach, ale oglądając niektórych kolesi, z zazdrości ćwiczy się wiecej i mocniej) w ogóle nie wchodziły w grę, czyli z dopingu DUPA!!! A radość z obcowania z elitą – mizerna!

Tę siłownię, a właściwie klub dla ćwiczących inaczej, polecam wszystkim tym, którzy mają wolne 400 PLN miesięcznie i lubią ćwiczyć w samotności. Ja odwaliłem swój trening w 45 minut i z przyjemnością powitałem myśl, że następnym razem poćwiczę na swojej zwykłej siłowni i przynajmniej śmiesznie będzie, bo pewnie pojawi się jakiś gościu w laczkach i skarpetkach :) :)

Moi znajomi kiedyś nieco wcześniej niż planowali zakończyli wizytę u mnie po tym jak zapytany, czy i jaki samochód planuję kupić, powiedziałem, że zastanawiam się nad fiatem punto, bo mi ktoś z rodziny podsunął ten pomysł. Było to jakieś 15 lat temu i miał to być mój pierwszy mój samochód – w sumie w całości kupiony za gotówkę. Powiedzieli, że to mocny obciach i że nikt mnie nie zechce wpuścić, jak nagle zechcę zmienić pas. Zdziwiło mnie to mocno, zwłaszcza że sami jeździli hyundayem – ale twierdzili, że wiele osób myli go z hondą. Zanim jeszcze wyszli niepowstrzymywani przeze mnie pomyślałem, że ubogo jest posiadać rzeczy ze względu na innych. Ma się je dla siebie – wraz z kredytem do zapłacenia. Kupiłem astrę pięciodrzwiową – tę która 2 lata później została nazwana astrą classic. Innym razem opowiadałem znajomemu, że jedyne wino, jakie dorwałem – to to z lidla – ale nie jest najgorsze. Popatrzył na mnie – i powiedział: „ty chodzisz do lidla?”. Powiedziałem, że nie na całą mszę – tylko na krótką modlitwę…;) uśmiechnął się maskująco, bo nie byłem zakłopotany, że „chodzę do lidla”. Nie czarujmy się – tam gdzie ważna jest jakość, na którą możemy sobie pozwolić, idziemy po nią. Tam gdzie warte są nam więcej nasze pieniądze – zaczynamy je liczyć. Zwłaszcza, że w lidlu w całkiem dobrej cenie sprzedają rucolę i sałatę lodową. No i mleko H i orzechy, od których jestem uzależniony. Lubię jeszcze Leclerca (też ze względu na dobre ceny przy dużym wyborze) – ale tam często szkoda mi czasu na pokonywanie kilometrów. Ucieszła mnie zatem ostatnia kampania lidla, która mocno dowartościowuje niedowartościowanych. Gdy Wrocław wygrał wyścig do kulturalnej stolicy Europy 2016 – pomyślałem: Mądry wybór.

Miejski zwierz

1 komentarz

Odpoczywam otoczony ludźmi, w centrum wielkiego miasta. Żyję szumem, gwarem i zapachem chodników po deszczu. Chłonę z tkanki miejskiej wszystko to, czemu ekolodzy życzą rychłej śmierci.

Pożeram wzrokiem obrazki malowane mieszanką ludzi, budynków i pojazdów. Notuję je, zapisuję, komentuję i węszę dalej…

A potem, nagle, wszystko, co zabrzmiało tak górnolotnie – szlag trafia!

Mija mnie para. ON trzyma za rękę JĄ (dziewczynkę urody nienachalnej i nadwagi nieprzeciętnej) i mówi do niej:
- Ale ty, k***wa, jesteś tłusta!
a ona mu na to:
- To przez ten krem do rąk :)

Zioło

Brak komentarzy

Mam miętę na skraju desek tarasowych. Dowiedziałem się, że trzeba ją przyciąć, bo inaczej zakwitnie,… nie wiedziałem, że to źle. Teraz wiem. Lubczyk pachnie dla mnie grochówką. Nie wiedziałem, że to stąd mój cały wigor. Nie jestem uczulony chyba na nic.


  • RSS