monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2011

Myli sie, kto mysli, ze Paryz to miasto pocalunku. Parys kojarzy mi sie z odpychajacymi chudzielcami. Owszem wiedzacymi co jest co. Ale to Wieden wydal Gustawa Klimta, ktory wiedzial, jak sprawic, by pocalunek stal sie sztuka. Klimt – moj ulubiony artysta zatem. Wieden – miasto pocalunku.

We Wiedniu przedostatni raz bylem przed 20 laty. Waw – nowy Wieden sprawia mocne wrazenie. To mieszanka nowoczesniejszej i bogatszej Pragi, przyjazniejszej Kopenhagi i bardziej seksownego Rzymu. Gdy za czasow mojego studenckiego stypendium bylem tu, bo bylo po niemiecku – to obecnie w moim drugim jezyku ojczystym dogadac sie tu mozna malo gdzie. Nawet Ekaterina, ktora oddawala mi klucze do apartamentu przy Stephansdom preferowala angielski. Przechodzac wieczorem pomyslalem o jednym miescie, ktoremu Wieden troche nie dorasta. O Madrycie. Jest jeszcze cieplejszy. Moze mniej designerski.

Działa

2 komentarzy

W tytule jest czasownik, a nie rzeczownik. Działa Facebook. W sobotę o całkiem przyzwoitej porze skończyłem jedno wielkie tłumaczenie i skosiłem trawnik. Czekała mnie jeszcze redakcja przetłumaczonych tekstów – ale niedziela do południa powinna na to wystarczyć. Zastanowiłem się przez moment, że może jakieś kino? Niby nic nie było, ale tak naprawdę to mi się nie chciało iść do kina. Przypomniała mi się Patti Diphusa – wbiłem w google, które powiedziały, że grają ją dzisiaj. Suuuuuper. Wprawdzie jestem na to zaproszony, ale pomyślałem, że najwyżej na zaproszenie pójdę jeszcze raz – a teraz to świetna nagroda za pracowity weekend. Próbowałem zadzwonić do teatru, i dopytać, czy są bilety, co by nie jechać na darmo. Nikt nie odbierał. Cóż – napisałem maila. W tle zacząłem adjustować przetłumaczone teksty. Nagle – teatr odpowiedział mailem. Było jeszcze 50 biletów. – ale nie rezerwują. Cóż – pomyślałem – szybka piłka – jadę – kupię bilet – a potem zainstaluję się w jakiejś kafejce z internetem i dalej będę przed przedstawieniem redagować teksty. W międzyczasie zostawiłem posta na FB – że jest jeszcze 50 biletów i że ja właśnie jadę. Marta napisała – że też idzie. hahaha. Odpisałem, że super i że stawiam wino w antrakcie. Patti Diphusa jest jednoaktówką – więc wino postawiłem po. Poszliśmy do najmodniejszego lokalu Warszawy – faktycznie było jak w Madrycie – ludzie przed – Charlotte. Super udany wieczór z blondynką – jak w „Słomianym wdowcu”. Zabawne jest, że ja w ten weekend faktycznie byłem Słomianym Wdowcem. Lubię FB – ma takie przyjemne przełożenie na rzeczywistość;)

Więcej czasu i swobody nie przynosi więcej czynów zakazanych i tych, na które miałoby się ochotę, gdy się swobody akurat nie ma. Gdy tzw. podopieczni wyjadą na wakacje, zaczynam robić rzeczy, o które sam siebie bym nie podejrzewał. Sprzątam w domu, robię pranie, porządkuję papiery. Wyżywam siebie tego, którym jestem naprawdę, bo nie muszę robić niczego pod presją. Tak jest też, gdy go spotykam i gdy czasu jest niby trochę więcej. Pozwalamy temu czasowi płynąć w naszym spokojnym towarzystwie. Więcej czasu i swobody nie przekłada się na więcej wszystkiego na raz, żeby się nachapać jak na chwilę spuszczony pies z łańcucha. Okazuje się, że nie istnieją scenariusze, że osoby nie zadowalają się ochłapem inscenizacji. Zaaranżowaną okazję zachłannie próbują przekuć na kawałek zwyczajności. Próbują przymierzyć kostium zaplanowanych i wyrwanych rutynie godzin właśnie do wyimaginowanego real life. Relacja istnieje tylko tu i teraz w pełni. Gdy wyschnie pocałunek na do widzenia, na sto procent poddają się innym dziedzinom życia i nie trzymają się kurczowo przyjemności minionych godzin. Zaczynają dostrzegać bardziej wyraziście codzienność na każdym kroku tu i teraz. Gdy podarują sobie swój czas, nie dzielą go z nikim i z niczym innym. Nawet jeśli jakaś myśl pochłonie któregoś, drugi wie o tym. A ten pierwszy wie, że właśnie do drugiego dotarło, że spoważniał. Bez słów. Nie ma sensu, żeby cokolwiek przed sobą inscenizowali. Od razu byłoby to widoczne. Intryguje ich to nieprzewidywalne i prawdziwe tu i teraz – nawet jeśli jest tak odmienne od wyobrażenia o tym, co by można robić, gdy podopieczni wyjadą na wakacje.

Wczoraj wieczorem, kładłem się spać z tematem, który nie dawał mi spokoju od kilku dni. Myślałem, długo nie mogąc zasnąć, co właściwie stanowi, że człowiek jest lub nie jest szczęśliwy?

Wiem, że szczęście jest pojęciem względnym, i inaczej postrzeganym przez każdą jednostkę myślącą, ale z pewnością musi być jakaś elementarna cząsteczka, która składa się finalnie w to szczęście jako całość. I przewracając się z boku na bok wpadlem na pomysł, czemu udaje mi się zazwyczaj chodzić radosnym i z czystym sumieniem zasypiać: umiem być wdzięczny losowi za rzeczy malutkie – czystą pościel, smaczną kanapkę na kolację, ciepły i suchy kąt, ciszę (gdy jest mi potrzebna), ciepłą wodę pod prysznicem i możliwość drzemki (kiedy mam na nią ochotę).

Reszta spraw, wydaje się być tylko dodatkiem do tego podstawowego modułu. Bo jeśli miałbym wszystko, to nie miałbym marzeń, a nie mając marzeń nie byłoby do czego dążyć i o co dbać.

Zacząłem zasypiać, ze świadomością, że rozwikłałem dręczącą mnie zagadkę. Chwilę jeszcze wsłuchiwałem się w odgłos latającego w mroku komara i… ooo, za niezły słuch też losowi jestem wdzięczny!

Znalazł mnie znakomity blog, którego duży kawał przeczytałem na telefonie w drodze do Wisły. I nie mogłem przestać. Oczy mnie już bolały, a ja chciałem więcej.
http://proszeprincea.blog.pl/
 Już w przeszłości uwielbiałem podobnoimienny blog, który był dla mnie – nie tylko w kwestii pisania blogu – wzorem metra:
http://www.krolewiczow-dwoch.blogspot.com/
. To właśnie ten blog wysłał mnie na Priscilla – The Queen of The Dessert do Palast Theatre w Londynie. To im zazdrościłem. Rozmawiałem o nich z Marcinem, który był przekonany, że takie nie może istnieć naprawdę. Ze to kreacja. Od soboty byłem w Wiśle. W niedzielę rano spojrzałem na zegarek, żeby zobaczyć, czy to przed, czy po południu muszę się napić. Była 11.00. Czyli konieczność terapeutyczna. Chodziło o otępienie wrażliwych zmysłów. Cola Zero z wódką, której nikt w mojej plastykowej butelce nie podejrzewa. I jeszcze jedna. Proszę bardzo, tak przygotowany jestem gotów na ring. Moja siła wsparta chemią polega na przyjmowaniu ciosów.


  • RSS