monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2011

O ile jeszcze pół roku temu wszystko przeliczałem na niedrogie bilety lotnicze, to ostatnio „tanie” albo „drogie” odnoszę do ceny trzech ćwiartek żurawinówki. Uważam, że lepiej niż rum miesza się z colą – nie tak natarczywie słodko. Tym tropem wakacje all inclusive są niewarte swej ceny – jestem w stanie w ciągu jednego dnia przepuścić przez wątrobę i nerki mniej niż 40,- zł tej przyjemności. Rachunek jest prosty. Skoro nie widać różnicy… Dosia. To po co przepłacać;) Weekend spędziłem przyjemnie sam w domu – bo pracowałem. Duże fuchowe zlecenie napisania tekstów strony internetowej dużej korporacji rozpocząłem klasycznie jak Maria Czubaszek – od przepchania umywalki w jednej z łazienek i kupieniem nowych prześcieradeł – jedno w cenie trzech ćwiartek żurawinówki. Tak naprawdę to do świątyni konsumpcji wybrałem się po nową szczotkę do zębów. Dotychczasową nabyłem z 10 lat temu. Już pękła na dwie części – ale ciągle działała. Ciągle można było ją uruchomić. Nowe końcówki – i git. Uwielbiam myć zęby jeszcze w półśnie na toalecie (tak mówią Niemcy, Polacy by powiedzieli – na kibelku). Te wibracje na dziąsłach i zębach stawiają mnie na nogi – też dosłownie. Przeciwdziałając wyzionięciu ducha przez szczotkę-nestorkę (znowu kalka z niemieckiego) poszedłem do Media Markt. Tam Oral B (czy tej nazwy marki nie powinni zabronić?) miał punkt promocyjny. Pani (raczej dziewczę) przebrana w biały fartuch doradzała, żeby kupić w promocji irygator i szczotkę do zębów. Właśnie z irygatorem chciałem – bo moja bardzo przeze mnie szanowana dentystka irygator szczerze mi doradzała. Jak to ja – opisałem sytuację wyjściową konsumenta i zauważyłem, że w pani (dziewczęciu) poza garniturem białych zębów – nic wspólnego z Oral B nie było. Czyżbym zadawał za trudne pytania? Naiwny chciałem wiedzieć, co ma szczotka za 369,- zł czego nie ma ta za 219,-? Hm – powiedziało dziewczę z oślepiającym garniturem białych zębów cytując jak leci z opakowania „5 trybów pielęgnacji zębów: podstawowy, naturalnie wybielający … ” dość dość dość. Już wiele lat temu przeczytałem u Cialdiniego, że jednym z największych dyskomfortów człowieka jest wprawianie innych w kłopotliwą sytuację – gdy tego nie planujemy. Była sobota. Dzień wolny od pracy i stresu, zwłaszcza, że sam w domu… Pomyślałem – Boże – jesteśmy aż tak głupi, że żeby sprzedać nam towar wystarczy białozębą młodość przebrać w kitel? Tak nie jest. Towar okazał się rewelacyjny. Mycie zębów plasuje się od wczoraj w top ten moich ulubionych przyjemności. W Procter & Gamble dział marketingu wydaje się dużo głupszy niż rozwój produktów – olśniewająco głupi. Odwrotnie niż w Unileverze. A w której kasie lądują impulsy Twojego portfela?

Shirley

2 komentarzy

Nikomu spośród zaglądających tu nie trzeba rekomendować teatru Polonia. Z przyjemnością to zrobię jednak – bo teatr ten regularnie lubi zaglądać na mojego bloga, co mi bardzo pochlebia. Cieszę się bardzo. Po 4 latach byłem w Polonii 4 tygodnie temu. I to od razu z przygodą otartą o Charlotte Chleb i Wino. Aż inny stały czytelnik pozazdrościł, co mi też hiszpańskich domówek w stylu Cuban w Madrycie zazdrości – w bardzo pozytywnym znaczeniu tego słowa. Tak się w Polonii zadurzyłem, że już chciałem biec na Shirley – którą raz na rok wypadałoby obejrzeć – ale biletów nie ma. Polonia – nawet gdyby codziennie Shirley grała – to i tak by biletów nie było. A filmów – gdyby ktoś chciał to nagrać – nie mam w zwyczaju oglądać po kilka razy. Ale do Teatru mogę iść po raz kolejny, bo zawsze jest deko inaczej. Ot, po ludzku. Trochę inaczej niż przedstawienia teatralne, ale też bardzo, lubię performanse, które dają przewodnicy turystyczni. To prawie lepsze niż teatr – bo oni się obnażają po mniejszej ilości prób. Naturszczycy w performansie – chciałoby się rzec. Najpiękniejszy dotychczas dał Hiszpan w Palau Musica Catalana. Mówił po angielsku – o Ute Lempert. I o wielu innych, którzy tam wystąpili. I o tysiącu różnych róż. Ze szkła. To była bajka – jak podrzucił mi sms-em mój mentor, który do Barcelony z zapleczem przydatnych wskazówek i ciepła mnie wysłał. I jak Shirley jak teraz myślę sobie – że z Cuba Libre przechodzę na wino. Ona za podpowiedzią córki. Ja – z doświadczenia – piwo pozwala pracować – choć wprawia w przyjemne zmęczenie. Cuba Libre ostro ucina dzień. A wino rozpala fantazję i uwalnia myśli. Zwłaszcza czerwone. Zwłaszcza podawane z ust do ust. Do zobaczenia w teatrze Polonia;)

Dotyk

Brak komentarzy

Wydaje mi się, że najbardziej ekscytującym i trwale kojącym efektem spotkania może być ujęcie dłoni i zabawa palcami. Poza tym warto się spotkać – żeby nie wyobrażać sobie, co kto pomyślał i poczuł – ale żeby to wiedzieć na pewno – oglądając jego reakcje na to, co mówimy. Mimo planowanego niegadania – odzywam się na najdrobniejsze pytanie o pracę. I o przyczyny mojego rozpicia. Gdy planuję, żeby obydwu tematów unikać – kieruję się spokojem spotkania. Przecież narzekanie nic nie wniesie – to lepiej sobie po prostu pobyć w miłej atmosferze. Okazuje się jednak, że nie mam tonu utyskującego. Najdrobniejsze pytanie – zjeżdża na jeden z obydwu tematów. Z bardzo relaksującym efektem. Błogość wieczoru zapewne wyjaśnia fakt,  że brakowało mi zaufanego dotyku. Dotyku, który znam najdłużej ze wszystkich. W ttej ekscytującej postaci.

Gdy mówi „Mam doła”, rozumiem „jestem zaskoczony / rzeczy dzieją się szybciej niż bym się spodziewał”. Myślę, że się spodziewał, że Ci goście nie kochają się, jak on go kochał i czuł się być kochany przez niego. Bał się tej miłości. Pozwolił na wypełnienie luki przez tego trzeciego. Nigdy nie wierzył w ten płomień, ale go akceptował, jak w pełni akceptował decyzje tego, którego kocha. Kocha go, mimo że wie świetnie, że szansę na partnerstwo z nim przegrał swoim tchórzostwem kilkanaście lat temu. Zdarzyło się w ostatnich dniach coś, co wszyscy chyba przeczuwali, a on mówi – mam doła i zaczynam wątpić w związki. Co ja myślę? Ze nigdy nie zwątpił. Wierzy w prawdziwość. Wie – kiedy kompromis zapomina, że jest kompromisem. I że on nie potrwa. Jest wrażliwy, nawet jeśli się przed tą wrażliwością broni.

Almodovar

Brak komentarzy

U niego podoba mi się, że niecodzienność jest normalnym życiem. A co zabawniejsze to i tak jest inscenizacja, bo nibynormalność jest osadzona w niecodziennej scenerii na przykład Palau Musica Catalana w Barcelonie. Niby z kuchennego okna widać szklane róże Pałacu Muzyki dla ludzi pracy. Właśnie we „Wszystko o mojej matce” ściera się z jednej strony nietypowa dla mistrza normalność, że ludzie umierają i odchodzą, z hollywoodzką odwracalnością i odzyskiwalnością wszystkiego, co normalnie by przepadło. Scieram się w mojej głowie taki. Z jednej strony oswajam z ostatecznością doczesności – z drugiej licząc, że mnie to (jak w Hollywood) nie dotyczy. A właśnie Almodovar dawał mi szkołę, jak przejść nad sobą do doczesności . I oto on pokazuje, jak się mentalnie wyrwać z jej uścisków? To, że opłaca się tu zostawić kilka myśli zaplanowanych udowodniła lektura odpowiedzi na przedostatni wpis. Mam nie jechać do Brugii, ale do Antwerpii. Deklaruję tu: siła argumentów do mnie dotarła. Zmieniam plan: Antwerpia – zwłaszcza, że moja koleżanka z biura powiedziała już po moim pierwszym półdniowym wypadzie do Pragi, że Praga jest jak Antwerpia – tylko trochę mniejsza. Praga mi się podobała 2 miesiące temu z noclegiem po przechadzce w Absyntowych lokalach. Ciekawe czym sprosta jej Antwerpia;) Na rekomendacje i antyrekomendacje jestem szczerze otwarty;) Antwerpia – miasto bogatych Zydów zamkniętych we własnej enklawie, jak w innym świecie i innej czasoprzestrzeni. Jadę tam

Schluß

2 komentarzy

Komu moge być wierny, jeśli nie sobie? Nie tak dawno obiecałem sobie, że będę unikać robienia sobie wbrew, obawiając się, że kogoś zranię. Z moich ran muszę wylizywać się całkowicie sam. Nie zbudowałem w życiu dotychczas żadnego stałego lądu poza tym, od którego umykam. Inne są gotowe brać ze mnie sunny boya. A co, gdy energia ze mnie ujdzie? Gdy już nie będzie mi w smak czarować? Czy chcę wyczekiwać tej chwili?


  • RSS