Jadąc dziś do moich rodziców na święta oglądałem wieziony w samochodzie film, który mam wreszcie na własność. Z Meryl Streep, której w podczas pierwszego seansu ponad 10 lat temu, nie do końca zrozumiałem. Dzisiaj jestem o ćwiartkę mojego życia dalej. Najbardziej bezstresowo czuję się z moim ojcem. Nigdy w przeszłości mojej młodzieńczej bym nie odgadł, że tak się może kiedykolwiek zdarzyć, gdyby nie moja matka, lwica. Mój ojciec był – jest alkoholikiem. W wieku szkolnym nigdy nie mogłem na nim polegać. Zawsze, gdy był potrzebny logistycznie, zastanawiałem się, czy to się uda, czy nie – czy przyjdzie po południu trzeźwy, czy pijany. Nauczyło mnie to na całe życie, a tym bardziej na teraz racjonalnego optymizmu… Wiem, gdzie trzymają wódkę, którą w święta częstują na niedzielnym obiedzie szwagra mojej matki. Mój ojciec nie pije od ponad 12 lat. Moja matka stoi na straży tego status quo. Ona dotrzymuje mu kroku. Wypiłem resztkę napoczętej butelki do „legalnej blondynki”. Druga była nie otwarta. Bałem się, że jeśli ją otworzę, mój ojciec zdziwi się jutro podczas poniedziałkowego obiadu i wyrwie się jakaś niezręczność. Postanowiłem powiedzieć – że dopiłem resztkę – i czy mogę otworzyć tę drugą. Sam mi otworzył i nalał. Oglądamy właśnie „Narzeczony mimo woli”. Jest mi w Jego towarzystwie dobrze jak w mało czyim.