monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2013

Przeszczep

Brak komentarzy

Człowiek pozbawiony żartu i dystansu do siebie staje się nużąco rzeczywisty. Taki jest, gdy wie, że muszą mu przeszczepić nerki. Załatwia sprawy spadkowe i patrzy na swoje potomstwo. Nie spędza z nimi czasu – bo spędzać nie umie. Jest z nimi i patrzy na nich. Bez charakterystycznego dla siebie poczucia humoru. Zeby być przy kimś oddanym ostatnim chwilom swojego bytu najlepiej coś wypić. I nie mówić nic. Bo wszystko może być użyte przeciwko Tobie

Powrót

Brak komentarzy

Zauważyłem już wcześniej, że im więcej żyję poza własną wyobraźnią – wśród ludzi – tym mniej istnieję w notkach bloga i postach na fejsie. Lato odciąga mnie od kompa do słońca i długiego dnia. Wczesny zmrok przegonił z dworu. Porywałem się na powrót do pisania tu minionej zimy, ale po zmianach na tym blogu nic nie wydawało mi się proste jak kiedyś. Zapału też zabrakło. I znajomość z etatowym czytelnikiem się wyczerpała. Nadeszło kilka przetasowań towarzyskich, których nie musiałem odchorowywać.  Wyrównałem się chyba w środku, a mój powrót tu wywołał Konrad. Mówił, że tu zaglądał. Wczoraj przez kilka godzin rozpatrywałem się w oprzyrządowaniu do publikowania. Jeszcze bardziej zajęło mnie instalowanie statystyki odwiedzin. Pisałem tu kiedyś odnosząc się do rozmów z konkretną osobą. Chyba już tu nie zajrzy. A może? On był kiedyś motywacją, bo podchwytywał zostawione tu myśli w rozmowie. Zainstalowany licznik i malutkie wskazanie na tego bloga na niebieskich stronach będzie teraz musiało wystarczyć jako motywacja. Spróbuję sobie też sam wystarczyć jako miara satysfakcji. Może znowu kogoś to miejsce przyciągnie na regularnie. Po dzisiejszym sukcesie zainstalowania licznika wizyt nabrałem ochoty, by tu wrócić. 

W okularach bez książki przed nosem robi mi się jak na rauszu. Jak po pierwszej – tej najprzyjemniejszej – lampce wina / szklance piwa / setce wódki. Dzisiaj noszę za sobą okulary po całym domu. I książkę. Czekając na kawę z ekspresu patrzę na kołyszący się widok za oknem. Mam w ogrodzie trawy. Szumią mi one w okularach jak po zaciągnięciu się trawą. Czytam od lata książki o gotowaniu i o odnajdywaniu siebie. Siebie chyba odnalazłem – zgodnie z życzeniami Dominika sprzed 4 lat. Jestem teraz w fazie motywacji. Takiego motywacyjnego kopa dało mi cotygodniowe pieczenie. Na początku po 2, a nawet 3 ciasta w maratonach cukiernika-eksperymentatora do 2-3 nad ranem. Nie, żeby się najeść – ale żeby skosztować wielu smaków. Jak zwykle – do ekscesu. Po fazie zaczytywania się przepisami przeszedłem do receptur zbeletryzowanych. Teraz rozkręciłem się na stronach „Serce na talerzu” Alyssy Shelasky.

Schody

Brak komentarzy

Musiałem przed Marcinem mieć generalnie małe obycie męsko-męskie. I pogłębione międzyludzkie pewno też. Miał wtedy 28 lat i był młodszy ode mnie o 9. 7-miesięczna znajomość z nim dała mocnego pstryczka mojemu już mocno zastygłemu przekonaniu o znajomości siebie i świata. „Nie dogadam się nigdy z kimś, kto jest młodszy ode mnie więcej niż 3-4 lata.”


  • RSS