Rozmawiałem dziś z Piotrkiem. 26 lat. Zakochany w żonatym 30-sto-kilkulatku z 5-letnim dzieckiem. Zona się dowiedziała (po raz kolejny) i zażądała rozwodu. Piotrek czuje się winny, mimo że Tomek powiedział mu kiedyś – gdy Piotrek zgłaszał swoje obiekcje – że on (Tomek) swoje potrzeby zna – i wprawdzie jest zakochany w Piotrku – ale – w domyśle – jak nie on, to inny.
Dziś Piotrek nie wie, co czuć. Mówi, że mimo wszystko, że kiedyś – liczył, że Tomek będzie z nim. Ze nie będzie mógł żyć tak z żoną w ograniczeniu. Ze się wszystko jakoś tak ułoży…
Powiedziałem mu, że rzeczy owszem się układają. Ze na ogół taki Tomek rozumie – że ten wakacyjny / weekendowy poryw serca nie stawia czoła stabilnemu Bożemu Narodzeniu z własną latoroślą – jakkolwiek nie byłoby to łatwe i cukierkowe Boże Narodzenie.

We mnie się Ruski nie zakochał. Od razu to jasno mówił. W moim odbiorze jednak był jednoznacznie zakochany. Na czym polegała moja rola? Jego facet zauważył rozkwitnięcie Ruskiego. I zaczął się znów starać. I mój Ruski wreszcie mógł powrócić do ramion, które tak kochał. Jak mi się zdaje.

A inny Ruski docenił rozwój rzeźby mojego nowego kolegi, z którym od 3 tygodni ćwiczę. :) Wczoraj się cieszyłem bardzo – że nie jestem aż taki młody.