monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2014

Palau Musica Catalana – musisz to zobaczyć w środku

Trzy rzeczy główne połączone pieszo drobniejszymi miejscami. Bez użycia metra – jeśli mieszkasz w centrum. Osią całego dnia jest Palau Musica Catalana. Musisz mieć zarezerwowane (w lecie najlepiej przez internet) zwiedzanie na określoną godzinę z przewodnikiem w j. angielskim. Ja w lutym podszedłem o 12:00 do kasy i dostałem bilet na zwiedzanie na 15:00. W lecie tak się nie dzieje. Do wszystkiego są kolejki i wszystko jest porezerwowane. Dlatego nie zwiedzam w lecie. Ten obiekt jest obowiązkowy. Magiczny. Będzie Twój. Mój dobry znajomy był tam nawet na koncercie. Zazdroszczę mu. Gdy uważnie obejrzysz „Wszystko o mojej matce” – to z klatki schodowej albo kuchni widać perspektywę na ten Pałac Muzyki dla ludu. W zależności od tego, jak godzina zwiedzania Pałacu podzieli Twój dzień, musisz uwzględnić w nim (w dniu)  jeszcze dwa domy. Ważniejszy z nich to Casa Batlo. Weź audio guida. I znowu – ja byłem drugi do kasy. W lecie podobno kolejki są kilometrowe, a tym samym dom przepełniony. Trzeba go zwiedzić w całości – od parteru po strych. Strych ma wspaniałe smaczki. No i daje możliwość pięknych zdjęć z panoramą dachów. Drugi dom – który już tak nie rzuca na kolana – ale ma jeszcze piękniejsze dachy i znakomite poddasze – to Casa Mila – z niego dobrze widać kolorowego ogórka Torre Agbar – najlepiej Casa Mila zachować na koniec dnia. Zanim się pójdzie od Palau Musica Catalana do obydwu domów – albo jednego z nich – jeśli Pałac miałby być w środku – warto przejść przez starówkę wokół Katedry – Gothic (oczywiście wchodząc do Katedry na 10-minutową kontemplację chłodu). Obiad proponuję w biegu – najlepiej chwytając coś w Boqueria – jednym z okazalszych bazarów wiktuałów przy La Ramblas. Będąc w tych okolicach musisz rzucić okiem nie tylko na fronton – starej, ale na wskroś nowoczesnej Teatro de Liceu. Bilety na miejsca bez widoczności są już od 7,5 Euro – więc można się pokusić (oczywiście z wyprzedzeniem i w internecie) o kupienie ich miesiąc lub kilka przed przyjazdem – o ile w lecie w ogóle grają. Sam teatr jest tego wart. Wrażenia ze słuchania muzyki i oglądania choćby publiczności – niezapomniane. Jeśli masz jeszcze siły tego dnia – i czas – to usiądź gdzieś, zjedz coś dając odpocząć nogom i wypij jakieś katalońskie wino. Jutro marszruty ciąg dalszy – do Sagrada Familia i do Parc Guell. Wypoczniesz trzeciego dnia. O tym – następnym razem.

Torre Agbar – zobaczysz dobrze z dachu Casa MIla. Ten gigantyczny wibrator kolorów dostanie po zmroku.

 

 

Mrau

Każdy wie, gdzie pójść na lampkę wina lub piwa późnym wieczorem, chcąc oglądać i być oglądanym lub po prostu zagadać do przystojniaka o czarującym uśmiechu. W Barcelonie tylko tacy są – i to wyjaśnia pozycję jeden tego miasta w moim europejskim rankingu. Wychodzisz z kimś na wino i niekoniecznie lądujesz w jego łóżku – ale na przykład na jakiejś domówce u jego przyjaciół a potem na tour de disco, zawieziony tam jego motocyklem. Jeśli mocno między Wami iskrzy – to oczywiście nic nie musi stać na przeszkodzie przyjemnym kontaktom bliskiego stopnia – ale po sympatycznej pogawędce nad czymś dobrym w szklance w barze w okolicy jego mieszkania lub Twojego hotelu. Ulice L’Eixample są na tyle gorące, że potrafi zaiskrzyć między Tobą, a kimś po drugiej stronie ulicy – niejako w drodze na randkę. Wzrokiem pytasz – czy on przejdzie na Twoją stronę, czy Ty na jego – i już tokujecie w najlepsze lustrując się wymownie od stóp do głów i demonstrując duże uznanie rozmówcy. Pogawędka na kilka przecznic zakończona dość soczystym pocałunkiem na pożegnanie to niesamowitość, która naturalnie wpisuje się w to miejsce – gdzie oto Francuz (oni to mają ten dodatkowy błysk w oku) flirtuje z Tobą w najlepsze zanim uda się w swoją stronę, żałując, że masz już plany (a Ty w sumie też pożałujesz – bo hiszpańsko ognisty ten kogucik). W L’Eixample można spędzić kilka wieczorów. Najlepiej przyjść tu w wieczór po przyjeździe – żeby odpocząć po trudach podróży i znad piwiarnianego lub winiarnianego stolika oglądać tutejszą młodzież w każdym przedziale wiekowym, chwytając jej spojrzenia lub puszczane oko. Tu łatwo o spontanicznego rozmówce – którego w piątej minucie można zagadnąć o rekomendacje do zwiedzania. Pamiętać należy, że tubylcy na ogół nie zwiedzają atrakcji turystycznych i raczej byli w atrakcyjnych miasteczkach w okolicach Barcelony. Będą za to świetnie się orientować w klubach i dyskotekach – warto zanotować, co polecają i na co się krzywią.

Sagrada Familia. Koniecznie.

Wiktor jedzie do Barcelony. Już drugi raz. Za pierwszym razem zawrócił w pół drogi w dużej mierze ufundowanej przez klientów cukierni, którym wystawił pudełko na napiwki z jasno wypisanym na nim celem. Tym większa w nim determinacja teraz. Mam doradzić, co zwiedzić w lipcu w Barcelonie. Trudne – zwłaszcza, że ja to miasto najbardziej ze wszystkich europejskich pokochałem w lutym. Byłem tam też w kwietniu. O letniej Barcelonie opowiadali mi tylko znajomi – pieruńsko gorąco – że zwiedzać się mało chce. Wysłałem raz też znajomego taksówkarza na moje szlaki – wrócił zadowolony.
Po pierwsze obowiązkowa jest Sagrada Familia. Ja szedłem do niej na piechotę w towarzystwie pewnego Meksykanina, który rok swego życia przestudiował w Krakowie. Dawno już. Wyruszyliśmy z mojego hoteliku, który był przy samym Placa de Cataluna – od Placu de Cataluna do Casa Mila szliśmy dostojnym Passeo de Gracia, przy Casa Mila skręciliśmy w kierunku kościoła w prawo i szliśmy ulicami z mieszczańskimi kamienicami. Sagradę zwiedza się (wstęp 12,- Euro) najlepiej z Audio Guidem (4,- Euro) – nie kojarzę, żeby był po polsku. Mi to zajęło jakieś 2 godziny – przy czym ja nie wjechałem na górę windą (przyskąpiłem) – ale potem widziałem zdjęcia pewnego znajomego z góry – i żałowałem, że nie pojechałem. Z Sagrady poszedłem na piechotę do Park Guell – to obowiązkowa pozycja na mapie Barcelony. Czas przejścia – jakieś 45 minut (rekomenduję chodzenie na piechotę) – czas łażenia po parku – 1,5 godziny. Przy takim rondzie już niedaleko Parku jest kamienica Gaudiego – przy której zaczyna się „Wszystko o mojej matce” – przepiękna. Po łazikowaniu po Park Guell nogi będą już właziły w tyłek i będzie się miało ochotę na przejście do horyzontalnej – stamtąd metrem proponuję pojechać nad morze – i odpocząć nad wodą. Po takiej marszrucie tego dnia nie będzie ochoty już na nic – jeśli jeszcze jest trochę siły – można od morza przejść La Ramblas w kierunku starego miasta i Katedry rzucając po drodze okiem na Palau Guell, Teatro del Lyceu, Buquerię i kramiki z pamiątkami. Tego dnia można już tylko coś zjeść i coś wypić. Gdziekolwiek się nie pójdzie po drodze – będzie cudownie.

Jesteś pewien, że zawsze chcesz porozmawiać?

Jak oczy, powinno się móc zamknąć uszy. Zeby nie usłyszeć i się nie rozczarować, że za tą obficie inspirującą diabelską kolejkę wyobraźni wizją kryje się taka zdradliwa fonia, a wraz z nią rzeczywistość. „??? Czy ja jestem pedofilem???” Spytałem partnera gdy dobrze zapowiadający się Herkules o twarzy Amora wyszedł z kolegą z sauny. W ogóle nie zastanawiałem się, gdy go dotychczas oglądałem, kto kryje się za tą rodzącą się doskonałością. Teraz niestety wiem – i tak oto kolejny obiekt westchnień moich fantazji siłownianych przepadł z kretesem. Rozmawiali o nauczycielce fizyki. Kolega młodego Herkulesa wpadł w oko Partnera. Ja żebym nie wiem jak się wysilał – to nie umiem go skojarzyć – wymknął się mojej percepcji i pamięci. Herkules chce mieć piątkę w tym roku – i ma duże szanse – bo do tej pory ma trzy piątki i jedną czwórkę. Z anglistką, tą starszą z kokiem mają na pieńku – bo ona wpisuje im uwagi do dzienniczka – bo myśli – że to są takie komentarze o zachowaniu – a to przecież wpływa na ich sprawowanie…. O, przypomniało mi się, dlaczego dolną granicę wieku intuicyjnie ustawiłem powyżej wieku studenckiego, nauczycielek i egzaminów… czyli gdzieś tak na 28… A jak się trafi jakiś 17-latek – to staję się politycznie poprawny. I prawy.


  • RSS