0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×
Więcej niż fascynacja

Więcej niż fascynacja

To beznadziejne, że nie możemy mieć dziecka. Jasne, że się kochamy, ale nie ma słodkiego-gorzkiego obowiązku, który by nas ze sobą wiązał, odwołując się do odpowiedzialności i spełnienia jednocześnie.” Darek rozmawiał ze mną przez kilka miesięcy mailem po tym, jak wdał się w dyskusję z łysym-groźnym o miękkim piórze na czaterii jakieś 10 lat temu przed Wszystkich Swiętych. Nawet się umówił ze mną na kawę. Ale nie przyszedł. Sms-em dał znać, że jednak nie chce, nie jest gotów spotykać się w tajemnicy przed swoim facetem i że nie chce go zdradzić. Czuje deficyt troskliwości, atencji – może też czułości. Czuł się zostawiony sobie samemu z tym, co mu w duszy gra – a i do partnera już nie odczuwał magnetyzmu jak kiedyś, gdy w brzuchu tańczyły motyle. W trzecim zdaniu zapytałem go piosenką „O czym śpiewasz, gdy nie słyszy nikt?” – i poczuł, że kosmos drwi z niego – bo tego kawałka słuchał właśnie na okrągło i nie spodziewał się, że to pytanie o osamotnione tęsknoty wypowie ktoś drugi. Byłem jego prywatnym dzieckiem na boku, o które troszczył się w pojedynkę, nie dzieląc swego ojcostwa z partnerem. Nauczył mnie chodzenia do opery (Trelińskiego), słuchania Callas i czytania Szymborskiej. Czuł spełnienie, gdy to niebrane w domu, co dawał w pisanych listach skrzętnie podchwytywałem. Czuł się dla kogoś ważny i potrzebny. Kogoś, kogo nigdy nie zobaczył, nie dotknął, a więc z kim nie zdradził partnera. Byłem adresem mailowym. Wirtualnym adresatem tego, czym chciał się dzielić, który reagował satysfakcjonująco, ale niczego nie nie burzył, z czego nie trzeba by się było spowiadać. Ot dziennik, blog, pamiętnik w formule e-epistolarnej. Po dziesięciu latach inny korespondent pisze: -”(…) Ja chcę od tego się uwolnić. I zrobię to. Tylko że kredyt przeszkadza. Nie wiem, co z tym zrobić.”

Więcej niż fascynacja