monhomme blog

Twój nowy blog

Wartość

Brak komentarzy

Bo ja tak nie wiem...Po przyjemnej kawie na mieście dostaję sms-a: „Jesteś wspaniałym facetem. Nie to co ja.” Odpisałem, że dziękuję za miłą pogawędkę, i że udam, że drugiego zdania nie było. Pewność siebie, ba, arogancja pociągają tak mocno, bo jako wyraz poczucia wartości sygnalizują, że oto biorę, co moje. Biorę, co chcę brać, a nie co się nadarzyło. Czyli jak bierze mnie – to znaczy, że właśnie dysponuję wartością, która w parze iść może z jego wspaniałością, tylko jeszcze nie wiem na czym ta moja wartość niby ma polegać. Uff – jednak dzień zaliczam do udanych, bo że tę wartość ktoś we mnie widzi – to niezbity dowód, że ona jest…” Bullshit Twoja wartość, odczuwana przez Ciebie powstać może tylko w Twojej głowie. To, co jest w mojej i tak nie będzie dostępne dla Ciebie. Wkurza mnie krygowanie się i polowanie na niezdarnie przyjmowane komplementy. Jeśli obiektywnym sędzią Twojego piękna mam być ja – to znaczy, że Ty o sobie nie masz wystarczająco dobrego zdania? Jeśli nie lubisz siebie, nie jesteś dumny ze swego Ciała, nie masz zaufania do salonowości swojego dowcipu, to co uzasadnia Twoją śmiałość, by zaproponować spotkanie? Nasze matki musiały nas bardziej niż hiszpańskie przywoływać do porządku i mówić gderliwie, że nic z nas nie będzie, a nawet jeśli, to przez przypadek. To dlatego tak przyjemnie bezceremonialnie rozmowa toczy się z Hiszpanem, który czując się wspaniałym roztacza swoją aurę wartości na zahukanego mnie? Jeśli masz brzuch – to miej go z rozmysłem i noś go dumnie, wprawiając w zachwyt towarzystwo. Jeśli jesteś owłosiony, to czuj się jak wilkołak w wersji Nicholsona, a nie mów w drugim zdaniu, że ewentualnie zgolisz. Delektuj się swoim cielskiem i kokietuj kościstością. A jak tego siebie naprawdę nie lubisz – to zrób z tym coś. Bo taki schizofreniczny jesteś niewiarygodny.

Strączkowe

Brak komentarzy
pół łyżeczki oleju z orzechów macadamia do każdego posiłku

pół łyżeczki oleju z orzechów macadamia do każdego posiłku

Każdy zoptymalizowany posiłek powinien uwzględniać trzy grupy produktów: nie za tłuste mięso jako źródło białka zwierzęcego lub ryby (mogą być tłuste – chyba że jesteś w fazie pozbywania się resztek tłuszczu spod skóry i przetapiania go na kaloryfer), warzywa – najlepiej szpinak i inne zielone, ale wszystkie są dobre; oraz rośliny strączkowe – czyli czarna fasola, soczewica (jako najwartościowsze) – ale też: groszek zielony, różne odmiany fasoli, ciecierzyca. Skomponowany z nich posiłek jesz 3 razy dziennie mniej więcej co 4 godziny. Pierwszym posiłkiem jest omlet z jednego całego jaja i dwóch białek – z warzywami i strączkowymi. Banalnie proste i niezawodnie skutecznie. Po pierwszym miesiącu spalasz jakieś 10 kg tłuszczu. Waga wskazuje 7 kg różnicy w stosunku do stanu wyjściowego – dlatego że w międzyczasie zbudowałeś ze 3 kg masy mięśniowej. Ona jest bardzo ważna, żeby spalać więcej tłuszczu. A teraz jak robić te strączkowe: ja je po prostu gotuję z odrobiną soli. I to wszystko. Dodaję do każdego posiłku – jako odpowiednik lub zastępnik wszystkiego, co na tygodniu zabronione – czyli: ziemniaków, makaronów oraz ryżu (za wyjątkiem 30 minut bezpośrednio po wysiłku na siłowni. Soczewica istnieje też w kompozycjach typu: zupa rzymska, zupa grecka itd. Rekomenduję zupę rzymską. Ja wyjmuję z niej czosnek – bo jest zbyt intensywna.

Więzy

Brak komentarzy
Więcej niż fascynacja

Więcej niż fascynacja

To beznadziejne, że nie możemy mieć dziecka. Jasne, że się kochamy, ale nie ma słodkiego-gorzkiego obowiązku, który by nas ze sobą wiązał, odwołując się do odpowiedzialności i spełnienia jednocześnie.” Darek rozmawiał ze mną przez kilka miesięcy mailem po tym, jak wdał się w dyskusję z łysym-groźnym o miękkim piórze na czaterii jakieś 10 lat temu przed Wszystkich Swiętych. Nawet się umówił ze mną na kawę. Ale nie przyszedł. Sms-em dał znać, że jednak nie chce, nie jest gotów spotykać się w tajemnicy przed swoim facetem i że nie chce go zdradzić. Czuje deficyt troskliwości, atencji – może też czułości. Czuł się zostawiony sobie samemu z tym, co mu w duszy gra – a i do partnera już nie odczuwał magnetyzmu jak kiedyś, gdy w brzuchu tańczyły motyle. W trzecim zdaniu zapytałem go piosenką „O czym śpiewasz, gdy nie słyszy nikt?” – i poczuł, że kosmos drwi z niego – bo tego kawałka słuchał właśnie na okrągło i nie spodziewał się, że to pytanie o osamotnione tęsknoty wypowie ktoś drugi. Byłem jego prywatnym dzieckiem na boku, o które troszczył się w pojedynkę, nie dzieląc swego ojcostwa z partnerem. Nauczył mnie chodzenia do opery (Trelińskiego), słuchania Callas i czytania Szymborskiej. Czuł spełnienie, gdy to niebrane w domu, co dawał w pisanych listach skrzętnie podchwytywałem. Czuł się dla kogoś ważny i potrzebny. Kogoś, kogo nigdy nie zobaczył, nie dotknął, a więc z kim nie zdradził partnera. Byłem adresem mailowym. Wirtualnym adresatem tego, czym chciał się dzielić, który reagował satysfakcjonująco, ale niczego nie nie burzył, z czego nie trzeba by się było spowiadać. Ot dziennik, blog, pamiętnik w formule e-epistolarnej. Po dziesięciu latach inny korespondent pisze: -”(…) Ja chcę od tego się uwolnić. I zrobię to. Tylko że kredyt przeszkadza. Nie wiem, co z tym zrobić.”

Więcej niż fascynacja

Ten tydzień przyniósł dwie rozmowy, w których starałem się kogoś nie urazić. Nie powiedziałem nic niemiłego. I zostałem w obydwu przypadkach przeproszony – wystarczyło cierpliwie i godnie poczekać. Oto cytat pierwszej

On: czy ty jesteś trenerem?
Ja: Między innymi. A szukasz trenera?
On: hm, na pewno jakejs porady trenera szukam, bo jak widzisz, jestem osoba otyła, ale jednocześnie niezbyt bogata
Ja: Na zdjęciu nie widać, że otyły. Masz jakieś inne foty?
On: Mam nagie, ale nie wiem, czy chcesz to oglądać…

Tylko jeśli wiesz, co jeść

Potrzebny trener?

Ja: Jeśli widać sylwetkę
On: tak, widać. Oto ja… (pokazał zdjęcia, oczywiście to nie te, które widać tu)
Ja: Dobre zdjęcia. Niewulgarne. Skąd Ci się ta otyłość wzięła?
On: dziękuję, zawsze miałem nadwagę, a 5 lat dość poważnie zachorowałem i schudłem 15 kg w ciągu miesiąca, a następnie przytyłem 20 w kolejnym miesiącu. Brałem też ponad 5 lat leki obciążające organizm i mam wysokie próby wątrobowe, cholesterol LDL i Trójglicerydy
Ja: Wiesz, nadwaga to w 70% kwestia diety. Powinieneś pójść do specjalisty, który uwzględni Twoje schorzenia i dobierze Ci dietę. Ja mam dietę tzw. slow carb
On: Wiem, ludzie boją się mnie, jak mówię o sowich schorzeniach, bo myślą, że to zaraźliwe:D Jak zobaczyłem złe wyniki, to odstawiłem natychmiastowo wszystkie słodycze, które pochłaniałem w niesamowitych ilościach od lat i smażone potrawy i zastąpiłem je owocami, warzywami i gotowanymi obiadami (na parze lub w wodzie) aha, no i ja nie łudzę się, że będę kiedyś mięśniakiem – chcę być po prostu 10 kg chudszy i nie patrzeć z obrzydzeniem w lustro. uważasz, że ćwiczenia mi nie pomogą?
Ja: owszem, ale tylko w 30%.
On: Nie chciałbym przechodzić na restrykcyjne diety, wolę małymi krokami iść do celu:)
Ja: Owoce jedz tylko raz w tygodniu. Zrezygnuj z mleka, chleba, ryżu i kartofli
On: ale to wtedy nic do jedzenia nie zostanie:)
Ja: Jedz do syta, ale tylko właściwe rzeczy
On: Samo mięcho?
Ja: Rano jajecznica z 2 białek i jednego całego jajka z soczewicą i brokuły. Pozostałe 3 posiłki = kurczak/indyk z soczewicą plus warzywa. Jedz co 3-4 godziny. Pij wodę. Nie będziesz głodny. Schudniesz 8 kg w miesiąc

Raczej dobry kucharz Parę pompek i przysiadów

Raczej dobry kucharz
Parę pompek
i przysiadów

On: już mówiłem, nie chcę chudnąć nie wiadomo ile.bardzo szybko – to nie jest sposób dla mnie, wolę wprowadzać stopniowo zdrowe nawyki, żeby one zostały u mnie na stałe. Taki mam styl i takiej porady szukam:)
Ja: Szukasz potwierdzenia tego, że zdaje Ci się, że masz rację. A nie ma tego, czego szukasz, bo gdyby było, to byś nie wyglądał tak, że chcesz zmiany. Nie zmieni się wygląd, jeśli nie zmienisz metody na właściwą. Nie mam innych porad.
On: Czyli tylko restrykcyjna dieta jest w stanie coś zmienić? A co jeśli po miesiącu wrócę do starych nawyków? to przecież nie będzie trwała zmiana…
Ja: A co nazywasz restrykcjami. Braku czego się obawiasz?
On: z tego co mówisz wynika, że trzeba odstawić podstawowe składniki diety w Polsce: chleb, ziemniaki, ryż. Skąd brać energię do życia? Poza tym gdyby się jadło codziennie przez miesiąc jajecznicę, to by się miało cholesterol chyba 400
Ja: W żółtku jest cholesterol. Proponuję Ci jedno dziennie. Chleb, ryż i kartofle zastąpisz soczewicą i wszystkimi odmianami grochu i fasoli. Energia? Z Węglowodanów w warzywach. I jest też bonus. Przez jeden dzień w tygodniu możesz jeść wszystko, co tylko chcesz. Ale tylko w ten jeden dzień
On: a co z wpływem takiej diety na organy wewnętrzne: wątroba, nerki trzustka? wszędzie się mówi, że restrykcyjne diety obciążają je, szczególnie nerki
Ja: Ja tak się żywię od 3 lat. Wyniki znakomite. A efekty widoczne.
On: A jesteś pewien, że masz zdrowe organy? robisz badania takie jak próby nerkowe, wątrobowe, cukier?
Ja: Robiłem łącznie z USG pół roku temu
On: no tak, ja bym się jednak nie zdecydował na tak radykalną zmianę. To jest dla mnie zbyt dużo po prostu.
On na drugi dzień: przepraszam za wczoraj. Trochę naskoczyłem na Ciebie. Głupio się zachowałem.

Ja: nie ma sprawy

Bez komentarza

Życie po pracy

Brak komentarzy

Wypowiada sekwencję zdań jak z amerykańskiego poradnika o samodoskonaleniu. – Jeżeli nie podoba Ci się to, co robisz, musisz przestać. Musisz zająć się tym, co sprawi, że żyjesz na 200, a nawet 300 procent. Uwierz – jest życie po tym jak opuścisz obecnego pracodawcę. O wiele więcej życia, niż Ci obecnie na nie starcza czasu.

Kraj tulipanów i trawy

Kraj tulipanów i trawy

- Po pierwsze boję się… No właśnie – przyczyną porażki jest zawsze lęk. Na drodze do sukcesu po pierwsze boję się porażki – tak bardzo, że popełniam grzech zaniechania, a po drugie (choć trochę mniej) obawiam się odrzucenia – np. przez potencjalnych klientów i zleceniodawców. Po pierwsze boję się, że nie będę miał forsy na spokój ducha. Wyobrażam sobie świat i stan, w którym lęk, że skończą się zapasy sprawi, że będę bardziej materialny niż wydaje mi się, że jestem. Wyrachowany. Ze zacznę zazdrościć ludziom, że im się powiodło. Usiłuję sobie wyobrazić ten stan z perspektywy tu i teraz – uwikłania w korporacyjne układy i gry. Mój rozmówca jest z tej samej korporacji, tylko że kilka oddziałów na zachód dalej. Myślę, że musi dostrzegać we mnie jakiś pierwiastek siebie albo element, który mu w nim brakował do tych 300%, bo by się chyba nie wybrał na dwa dni oglądania i rozmawiania. To co notuje w trakcie rozmów i prezentacji – to najtrywialniejsze rzeczy (w mojej ocenie). – Genialne! Wykrzykuje do banałów. I uświadamia mi jako kolejny, że tkwiąc w tym samym układzie dostrzegam tylko to, z czym mam najwięcej trudności – i uporawszy się z tym, w tych rzeczach widzę dowód na sukces. A miarą sukcesu może być to, czego nikt teraz nie dostrzega – bo ma to na co dzień i na pstryknięcie palcami. I dopiero przybysz z daleka, którego codzienność inaczej wygląda niż ta tu, rozpływa się w prostych z mojej perspektywy rzeczach, których by chciał więcej – bo na odchodne wykrzykuje: jak by co – to przyjeżdżaj do nas.

Rano przed komodą wygrzebuję kolejną parę skarpet i niezadowolony wciskam je z powrotem w czarne wężowisko szuflady, bo za długie albo za grube, i boję się, że mogłoby mi być za gorąco w ciągu dnia. Włażą mi w ręce zawsze nie te, co bym chciał wygrzebać. Irytują mnie sprane i z poluzowanymi ściągaczami. Ale nie mają dziur, więc znowu nie wyrzucam ich w ciągu błyskawicznych porządków w niedzielę rano, mimo że sobie to zawsze obiecuję tracąc na grzebanie w komodzie poranne minuty na tygodniu.

majtki

To samo z majtkami. Te ulubione zgubiły czerń. Ale wciąż są całe. I nadal dobrze push-up-ują. Ale są mysie. Hm, odkładam i szukam przez kolejne minuty dalej. Jak wyrzucić wciąż całe majtki? Wymyśliłem prosty, dwuetapowy test: do górnej szuflady wędrują te, które przejdą test rozbieranej randki. W drugiej od góry lądują te, które zdają test siłownianej szatni – nie są oglądane aż z tak bliska. I tak trzecia od góry robi się pusta – tu „są” te, które noszę pod dżinsami w dni „nothing under my pants”

.


  • RSS