monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: bruksela

Życie po pracy

Brak komentarzy

Wypowiada sekwencję zdań jak z amerykańskiego poradnika o samodoskonaleniu. – Jeżeli nie podoba Ci się to, co robisz, musisz przestać. Musisz zająć się tym, co sprawi, że żyjesz na 200, a nawet 300 procent. Uwierz – jest życie po tym jak opuścisz obecnego pracodawcę. O wiele więcej życia, niż Ci obecnie na nie starcza czasu.

Kraj tulipanów i trawy

Kraj tulipanów i trawy

- Po pierwsze boję się… No właśnie – przyczyną porażki jest zawsze lęk. Na drodze do sukcesu po pierwsze boję się porażki – tak bardzo, że popełniam grzech zaniechania, a po drugie (choć trochę mniej) obawiam się odrzucenia – np. przez potencjalnych klientów i zleceniodawców. Po pierwsze boję się, że nie będę miał forsy na spokój ducha. Wyobrażam sobie świat i stan, w którym lęk, że skończą się zapasy sprawi, że będę bardziej materialny niż wydaje mi się, że jestem. Wyrachowany. Ze zacznę zazdrościć ludziom, że im się powiodło. Usiłuję sobie wyobrazić ten stan z perspektywy tu i teraz – uwikłania w korporacyjne układy i gry. Mój rozmówca jest z tej samej korporacji, tylko że kilka oddziałów na zachód dalej. Myślę, że musi dostrzegać we mnie jakiś pierwiastek siebie albo element, który mu w nim brakował do tych 300%, bo by się chyba nie wybrał na dwa dni oglądania i rozmawiania. To co notuje w trakcie rozmów i prezentacji – to najtrywialniejsze rzeczy (w mojej ocenie). – Genialne! Wykrzykuje do banałów. I uświadamia mi jako kolejny, że tkwiąc w tym samym układzie dostrzegam tylko to, z czym mam najwięcej trudności – i uporawszy się z tym, w tych rzeczach widzę dowód na sukces. A miarą sukcesu może być to, czego nikt teraz nie dostrzega – bo ma to na co dzień i na pstryknięcie palcami. I dopiero przybysz z daleka, którego codzienność inaczej wygląda niż ta tu, rozpływa się w prostych z mojej perspektywy rzeczach, których by chciał więcej – bo na odchodne wykrzykuje: jak by co – to przyjeżdżaj do nas.

Istambuł

3 komentarzy

Tegoroczny marketingmeeting jest wyjątkowo późno. Tym razem pod Brukselą. Kończy się 1. grudnia – czwartek. To moja ulubiona pora wyjazdów na południe. Cokolwiek się nie stanie pojadę prostu z Brukseli do Istambułu. A jeśli lot będzie strasznie drogi to do Aten lub Bilbao. Nic Bardziej na północ nie wchodzi w grę – no chyba, że wszystko będzie koszmarnie drogie – wtedy wezmę dobry stary Londyn. Przed samym Marketing Meeting pojadę w weekend poprzedzający do Brukseli i w atmosferze zimy przejadę się kolejką do Brugii. Może jeszcze gdzieś w Holandii. Mam plan. W weekend poprzeglądam oferty linii lotniczych. Jak by co – to Brigitte pisze się na Istambuł ze mną. Nawet jeśli nie – to umiem zapanować nad tymi miejscami i tym czasem jak zwykle w pojedynkę. A potem Boże Narodzenie może ze wszelkimi szykanami nadejść;)


  • RSS