Michał sam mi o sobie czytał  podczas moich wyjazdów służbowych w okolice Łodzi. Ze względu na to, że dużo jeżdżę samochodem, preferuję audiobooki.

Michał sam mi o sobie czytał podczas moich wyjazdów służbowych w okolice Łodzi. Ze względu na to, że dużo jeżdżę samochodem, preferuję audiobooki.

Between.blog.pl, którego już nie ma, a który mnie swoim blogiem i osobiście do pisania zainspirował, i czytaniem, tego, co napisałem, motywował, nazywał osoby pierwszą literą imienia. Michał Piróg w „Chcę żyć” osoby z rodziny czy życia zawodowego wymienia z imienia i nazwiska. Swych partnerów życiowych określa imieniem lub literą. Mi najbardziej odpowiada albo prawdziwie przytoczone imię, albo określenie, które oddaje prawdę mojej percepcji tych osób. Przez jakiś czas próbowałem wymyślać imiona osobom, żeby ich identyfikacja (najczęściej przez nich samych) nie była taka oczywista. Ale wydawało mi się to takie odrealnione. Nawet jeśli nie pada imię, ludzie, którzy do przemyśleń mnie skłonili, i o których tu mówię bez jakiegokolwiek realnego identyfikatora, rozpoznają się tu i dają mi znać, że przeczytali i mają wrażenie, że to o nich. Zdarzył się raz też taki, który przed spotkaniem zastrzegał sobie, że ma nadzieję, że nie przeczyta tu o sobie. Nic na to nie odpowiedziałem, bo samo życzenie wydało mi się aroganckie. Pomyślałem nawet, że o tym zastrzeżeniu kiedyś tu napiszę. Uff, mam to za sobą. W ostatnim czasie przepisałem jednak jedną z rozmów czy przytaczałem wiernie wydarzenia z osobami, które tu zaglądają i za każdym razem się zastanawiałem potem, gdy dały do zrozumienia, że czytały, czy mi wolno. Czy nie przekraczam jakiejś granicy. Niby nic się nie dzieje – bo nie ma szansy na zidentyfikowanie nikogo – ale … no właśnie. I myślę sobie dalej, że muszę móc przytaczać życie – bo inaczej – niekonkretne wywody byłyby nudne i nie takie ostre. Kochani, nie miejcie mi zatem za złe, gdy się tu rozpoznacie. To, że noszę was długo w głowie, zanim tu wysłowię, znaczy, że to ważne dla mnie. To, że piszę o tym, to znak, że myślę, że inni zechcą to przeczytać i odnajdą w tym swoje spostrzeżenia z podobnych wydarzeń, utwierdzając, że nie są w tym czymś osamotnieni. Mawiam często: – W kinie większość z nas śmieje się w tym samym momencie.