monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: mediolan

Me & the City

2 komentarzy

Rosjanie jeżdżą do Mediolanu „shopitsja”. To 4 godziny lotu z Moskwy. Loty bardzo drogie. Przez Wawę w dużej części. Wchodząc do samolotu do Milano (na bilet w obie strony za 400,- zł) zdziwiony byłem rosyjskojęzyczności pięknych i wspaniałych ludzi. To się pogłębiło w mieście na miejscu. W loży Teatro alla Scala byłem jedynym nierosyjskojęzycznym (loże są mniej więcej 5-6-osobowe). Ci mieszkańcy Moskwy, którzy dopiero co aspirują – myślą, że Mediolan jest jak Frankfurt – „dielowyj gorod”. Właśnie do Frankfurtu wybieram sią w Niemieckie święto Zjednoczenia. I aż się boję. Miasto pracy lepiej chyba przeżywać – gdy się pracuje, a nie gdy jest wolne. Wiem – pójdę do kina. Niemiecki dubbing nie ma sobie równych. No i po latach życia w Berlinie – nie mogę się przyzwyczaić do tego, że Meryl Streep i Woody Allen mają po angielsku tak beznadziejnie dobrany głos. „Dlaczego Frankfurt?” zapytałem. – Bo jeśli wybierałeś się do Nowego Yorku – to docenisz – że Frankfurt ma najwspanialszą w Europie Skyline. No i wyjść jest też gdzie. … Czy Nowy York jest atrakcyjny przez swoją zubożoną przed dziesięciu laty o dwie wieże skyline? Nie sądzę. Więc może Frankfurt – jako diełowyj gorod – nie jest godzien odnotowania? To już Kolonia ze swoją sceną chyba jest ciekawsza…? Z drugiej strony – jak nie zobaczę – to się nie dowiem i nie będę wiedział komu uwierzyć. I może rozprzestrzeniał będę banialuki jak aspirujący Moskwicze o Mediolanie. W takim razie – moje 19.000 mil zamieniam na lot w obie strony i zobaczę jakim głosem przemówi do mnie to miasto. Cieszę się, że zrozumiem każde jego słowo;) Gut so.

Poza Segowią zrealizowałem cały program. Z przyjemnością przyjadę znowu do Madrytu, żeby zrobić sobie dwie małe wycieczki – do Toledo i do Segowii. Może zatrzymam się w każdej z tych miejscowości na noc. Małe hiszpańskie miasteczka mają przyjemne i bardzo przystępne hoteliki. Pierwszy raz dobrze ułożony program pozwolił pomyśleć, że zmieściłby się jeszcze wypad do opery. No ale cóż – nie pomyślałem o tym wcześniej… Za to pomyślałem na przyszłość. Dorwała mnie rutyna i zrobiłem się zbyt pewien siebie. W Madrycie mieszkałem w samym centrum miasta na 6. piętrze z widokiem na budynek Telefoniki po drugiej stronie ulicy. Pamiętam jak kiedyś podsłuchiwałem sąsiadkę rozmawiającą z różnymi osobami na balkonie. Raz powiedziała: „słuchaj, a ja jestem zadowolona z tych ciemnych płytek w łazience. Naprawdę świetny efekt. Teraz łazienka wygląda jak w Mariotcie. … Nie, no nigdy nie byłam w Mariotcie, ale ciemna łazienka jest ekstra…” I teraz musiałem zaśmiać się z samego siebie – bo najmocniejsze skojarzenie, na jakie przywodziła mnie Gran Via z ponadproporcjonalnie, co do szerokości ulicy wysokimi budynkami – to Nowy York lat 30-tych. Co z tego, że nigdy nie byłem w Nowym Yorku – ale tak sobie go wyobrażam. Drugie nieśmiałe skojarzenie Madrytu – to Moskwa. Z tą wielkością budynków – ponad miarę. Z tym że Moskwa jest brudna i brzydka. i zacięta. A Madryt? Z pewnością nie. Madryt żyje całym kolorytem napływowej ludności hiszpańskojęzycznej: z Peru, z Columbii, z Cuby. Tych z Cuby jest szczególnie dużo. I nie wiem, czy to przez sympatię do Cubanofila, który to niebawem przeczyta, czy szczerze jakieś pierwiastki mnie dobrze się dogadują z Kubańczykami. Myślę, że to drugie. Zabawne, jak Kubańczycy od lat żyjący w Madrycie zapalczywie bronią honoru Madrytu przed wyfiokowaną Barceloną. W Barcelonie szczupli paryscy dandysi zadają szyku ulicom. W Madrycie – ciepli, przyjemni i szczerzy ludzie – którzy nie udają, że są kimś innym. Wracając do Opery: jednak szarpnąłem się na bilet na Turandota do La Scali. O cenach w Mediolanie napiszę kolejną blotkę. To właśnie ta rutyna i pewność siebie pozwoliły mi uwierzyć, że wszędzie uda się znaleźć wygodny pokój hotelowy w samym centrum miasta za całkiem przyzwoite pieniądze. Mediolan utarł mi nosa. Solidnie i drogo. Ale im więcej zdecyduję się wziąć, tym więcej będę mieć, żeby dawać.


  • RSS