Plany? Liczy się, co trwa teraz, zanim stanie się wyidealizowanym wspomnieniem

Plany? Liczy się, co trwa teraz, zanim stanie się wyidealizowanym wspomnieniem

„- To coś poważnego?” Pyta mnie, gdy tylko na chwilę zostajemy we dwóch. ” „- Pamiętasz tę kawiarnię na Zoliborzu? Zastanawiałeś się wtedy, czy spotkamy się po raz kolejny?” Pyta mnie drugi, gdy mamy wreszcie dla siebie spokojniejszą chwilę. – Obydwa pytania mnie zaskakują. Przeszło mi już snucie wyobrażeń o tym, jak pięknie będzie. Plany na ogół szlag trafiał, a gdy mimo wszystko musiały się odbyć – bo i hotel był opłacony i bilet lotniczy – to wszystko było już pro forma. Bez pasji i bez ognia – bo wygasł. Myślenie o  wspaniałym spotkaniu kolejnym, gdy jeszcze nie wysechł pocałunek na pożegnanie, sprawia, że z życiem przenoszę się z rzeczywistości do głowy. Więc nie robię tego. „-Na pewno nie będziemy mieli dzieci.” odpowiadam pierwszemu i zaczynam się zastanawiać, czy to źle, że nie mam planu? Czy to źle, że planuję tylko, kolejny wspólny trening? Wspólną noc. Wyjście do teatru. Kolację? Zauważyłem ostatnio, że rzeczywiście dzięki planom chodzę trzeźwy spać. Bo muszę ugotować na kolejne trzy dni. Wyprasować wszystkie wyprane koszule. Zapłacić rachunki. Wyprać dresy, żeby były do biegania na pojutrze. Te plany mnie pochłaniają i sprawiają, że z google maps jeżdżę po Wawie, żeby wpadać w możliwie najmniejsze korki. Wszystko po to, by był czas na życie. Na czas teraźniejszy. Ze smakowaniem każdego spojrzenia, uśmiechu, komplementu, dotyku, który trwa teraz. Taki mam plan na nas, którzy jesteśmy ze sobą tu i teraz.