monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: pocalunek

We Wiedniu przedostatni raz bylem przed 20 laty. Waw – nowy Wieden sprawia mocne wrazenie. To mieszanka nowoczesniejszej i bogatszej Pragi, przyjazniejszej Kopenhagi i bardziej seksownego Rzymu. Gdy za czasow mojego studenckiego stypendium bylem tu, bo bylo po niemiecku – to obecnie w moim drugim jezyku ojczystym dogadac sie tu mozna malo gdzie. Nawet Ekaterina, ktora oddawala mi klucze do apartamentu przy Stephansdom preferowala angielski. Przechodzac wieczorem pomyslalem o jednym miescie, ktoremu Wieden troche nie dorasta. O Madrycie. Jest jeszcze cieplejszy. Moze mniej designerski.

Jak ćma

1 komentarz

Marlene śpiewała:
„Männer umschwirr’n mich wie Motten das Licht
Und wenn sie verbrennen
Ja dafür kann ich nicht”
a w wolnym tłumaczeniu:
„Mężczyźni lgną do mnie jak ćmy do światła,
A gdy się sparzą? - 
Cóż ja mogę na to?”
Czyżby to sploty przypadków? Akurat w piątkowy wieczór w Mediolanie w La Scali wystawiali Turandot. Przygotowując wyjazd, na początku odstraszyła mnie cena biletu. Po tygodniu wróciłem na stronę www.teatroallascala.org i pomyślałem, że skoro już tam jadę – to muszę. Przecież zawsze mnie to ciągnęło jak ćmę do światła - ten legendarny dom operowy. Kilka klików i zgodnie z potwierdzeniem otrzymanym na maila kupiłem najdroższy jak dotąd bilet na przedstawienie (mimo, że nie był to najdroższy dostępny bilet w La Scali). Siedząc tam wiedziałem od samego początku, że było warto. Spontanicznie czułem, że należę do tego miejsca i czasu. W poniedziałek po powrocie zadzwoniłem ot tak do kasy Wielkiego, żeby zapytać, czy nie ma przypadkiem biletów na Warszawską Turandot, która premierę miała dzień wcześniej. Owszem były. Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie usłyszeć jeszcze raz Nessun Dorma i finału z tym tematem muzycznym. Gdy wczoraj koło południa dorwała mnie gorączka w okolicach 38,1°C rozum kazał spróbować pozbyć się biletu. Rozpalone emocje podpowiadały, żeby się nie poddawać i lecieć w kierunku tego światła. Angina – powiedziała internistka. Antybiotyk – wzmocniony fervexem na zbicie temperatury zażyłem od razu po wyjściu z apteki. Do domu jechałem mierząc cały czas temperaturę w nadziei, że zacznie spadać. Pseudoefedryna uruchomiła swoje koksujące działanie. Pod domem było już tylko 37,3°C. Ustało ogólne obolenie. Ubrałem się lekko, żeby nie pocić się w teatrze i jak na skrzydłach wyjechałem z domu. Nie żałowałem ani chwili tego nierozsądnego wybryku. Nikt by tego nie pochwalił – więc nikomu nie mówiłem. Na własny rachunek i odpowiedzialność z anginą utemperowaną środkami przeciwbólowymi i pierwszą dawką antybiotyku miałem po raz kolejny Nessun Dorma. To aria-pocałunek. Pokazał mi ją kiedyś Marcin - jako reklamę D&G underwear. Pocałunek przy jej dźwiękach oszałamiał jak po poppku. Zrobił się z tego nawet mały rytuał, który potem próbowałem ożywić w kolejnych znajomościach, ale ten czar nie działał. Kurowanie zacząłem dzisiaj – z przyjemnym uśmiechem do ożywionych, błogich wspomnień i zadowolony z mojej głupiej odwagi, ufając, że ten płomień do którego się wyrywam jeszcze mi nie opalił skrzydeł.


  • RSS