monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: slomiany-wdowiec

Więcej czasu i swobody nie przynosi więcej czynów zakazanych i tych, na które miałoby się ochotę, gdy się swobody akurat nie ma. Gdy tzw. podopieczni wyjadą na wakacje, zaczynam robić rzeczy, o które sam siebie bym nie podejrzewał. Sprzątam w domu, robię pranie, porządkuję papiery. Wyżywam siebie tego, którym jestem naprawdę, bo nie muszę robić niczego pod presją. Tak jest też, gdy go spotykam i gdy czasu jest niby trochę więcej. Pozwalamy temu czasowi płynąć w naszym spokojnym towarzystwie. Więcej czasu i swobody nie przekłada się na więcej wszystkiego na raz, żeby się nachapać jak na chwilę spuszczony pies z łańcucha. Okazuje się, że nie istnieją scenariusze, że osoby nie zadowalają się ochłapem inscenizacji. Zaaranżowaną okazję zachłannie próbują przekuć na kawałek zwyczajności. Próbują przymierzyć kostium zaplanowanych i wyrwanych rutynie godzin właśnie do wyimaginowanego real life. Relacja istnieje tylko tu i teraz w pełni. Gdy wyschnie pocałunek na do widzenia, na sto procent poddają się innym dziedzinom życia i nie trzymają się kurczowo przyjemności minionych godzin. Zaczynają dostrzegać bardziej wyraziście codzienność na każdym kroku tu i teraz. Gdy podarują sobie swój czas, nie dzielą go z nikim i z niczym innym. Nawet jeśli jakaś myśl pochłonie któregoś, drugi wie o tym. A ten pierwszy wie, że właśnie do drugiego dotarło, że spoważniał. Bez słów. Nie ma sensu, żeby cokolwiek przed sobą inscenizowali. Od razu byłoby to widoczne. Intryguje ich to nieprzewidywalne i prawdziwe tu i teraz – nawet jeśli jest tak odmienne od wyobrażenia o tym, co by można robić, gdy podopieczni wyjadą na wakacje.

Banquier

Brak komentarzy

Zeby było śmieszniej Banquier nie znaczy bankier. Znaczy właśnie – Bankowiec. Zrobiłem mały audyt tekstom. Grudniowe mają się dobrze, a do czerwcowych nie nabrałem jeszcze wystarczającego dystansu. Dziwne może się wydawać, że internet w lecie nie słabnie na sile czytelniczej. Jest lepszy niż grudzień. Czyżby to siła wszystkich pozostałych w mieście chłopaków? Wielu przyjechało z innych wielkich miast i przeszukując internet w poszukiwaniu smakowitych kąsków w chwile niezagospodarowania erotycznego podczytuje wynurzenia sprofilowanych blogowiczów. Pozdrawiam serdecznie Wrocław i hobbystów kucharzy tudzież podczaszych (w tym siebie). Marylin Monroe w „Słomianym wdowcu” trzymała w długi weekend bieliznę w zamrażalniku – żeby się ochłodzić – zapewne w tych krótkich momentach gdy poza chanel nr 5 miała ją na sobie. Moja koleżanka w biurze pewnego dnia zapytała: „Nie wiesz może, czyje są te granatowe jeansy w zamrażalniku w kuchni na naszym piętrze”. – „Gosia, dzięki, że powiedziałaś – moje” i wybiegłem z pokoju. „Nie chciałabym być nachalna – ale może czegoś nie robię jak należy” dopytywała… – „Wiesz – zapomniałem przed praniem wyjąć gumę do żucia – biegając po Mediolanie miałem dwie pastylki w tylnej kieszeni spodni. Nie zużyłem. Wróciwszy do Wawy – wrzuciłem hot pantsy do pralki – i tylko zamrożenie efektu dawało szanse na wykruszenie przylepionej gumy. W domowej zamrażarce rozmościł się jeleń z danielem - pusty zamrażalnik biurowy aż kusił…” – Dopóki Alusia – asystentka naszej szefowej – nie przyjechała od rodziny i nie zapragnęła zamrozić szarlotki przywiezionej od mamusi. Bogu dzięki – bo już w domu przeszukałem wszelkie dziury w poszukiwaniu mojego bardzo seksownego wdzianka.


  • RSS