monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: teatr-polonia

Boska

Brak komentarzy

Pozwól rzeczywistości zatroszczyć się o Ciebie. Zaczekaj, aż przyjdzie i coś zaproponuje, zanim onieśmielisz ją swoim ponadnormatywnym zorganizowaniem i zapobiegliwością. Jeden z najpracowitszych tygodni rokku mam za sobą – z powodzeniem. W połowie konferencji – czyli po pierwszym dniu – gdy przeistoczyłem się w przewodnika niemieckojęzycznego po starym mieście i po przyjemnym wieczorze u Magdy G. już w taksówce zajrzałem na telefon, czy wszystko pod kontrolą – znalazłem bilet do teatru w sms-owych propozycjach. Moja koleżanka z biura oferowała odkupienie, bo nie miała z kim zostaiwć latorośli. Odpisałem, że biorę – zwłaszcza że wszystko na konferencji szło zgodnie z planem – i kolejny wieczór wreszcie mógł jałowo należeć do bezmyślego przepędzania. Rano przed 9 okazało się, że jeszcze jedna nie mogła i że może mam towarzystwo chętne na drugi bilet. Umieściłem o tym info na fejsie – ale poza gratulacjami nic nie nastąpiło. Alusia więc przyszła i towarzyszyła mojemu tubalnemu śmiechowi. Boską uwielbiam. Słodko-gorzką. Słodziutko-gorzką. Podobno Biała Bluzka jest wspanialsza- Boska mnie porwała i ujęła. I właśnie mi się przypomniało, co miałem zabrać do samochodu – Czarodziejski flet z Królową Nocy. ;) A na youtubie poszukać arii ze śmiechem.

Lavazza like

Brak komentarzy

Co ma piernik do wiatraka? Jeśli przed przedstawieniem, espresso wypić można z facetem niezależnie od jego metryki. Po przedstawieniu wchodzę w nieskonsumowany jeszcze w Warszawie nastrój „Apres”, który w mojej wyobraźni trwa gdzieś do 2.00 nad ranem. To na pewno nie kwestia przedstawień. Espresso przed – jeśli udane utworzy własny byt, a jeśli nie, to sympatycznie ulotni się wraz z owacjami dla aktorów. Kusząca jest pogawędka przed Białą Bluzką lub Schirley, żeby wymienić zawadiacki uśmiech z wirtualnym póki co adoratorem;) i podpytać, jak wpada się blogiem w oko.

Bosek

3 komentarzy

W dowcipie z podstawówki kazano wystąpić Boskowi z szeregu, bo jego matka przyjechała do jednostki – w odwiedziny. Inny dowcip mówił matce, że jest tylko jedna. Półlitrówka w lodówce. Nauczycielka polskiego z zaprzyjaźnionego liceum żachnęła się kiedyś słysząc określenie „polonistka”. Powiedziała, że polonistki stoją pod Polonią. A propos Polonii – grają od dzisiaj Boską. W górne C strzelili. Kiedyś wymyśliłem – gdy jeszcze znałem M i on mnie lubił znać – apres theatre – przyjemna alkoholizacja i bed & breakfast przed weekendem. Boskiej nigdy nie zobaczyłem. Ale może w sobotę wczesnym popołudniem się uda. Będę próbował. I nigdy bym nie zgadł – przeszłość sprzed dwóch lat się odezwała. Dziwne to wszystko.

Shirley

2 komentarzy

Nikomu spośród zaglądających tu nie trzeba rekomendować teatru Polonia. Z przyjemnością to zrobię jednak – bo teatr ten regularnie lubi zaglądać na mojego bloga, co mi bardzo pochlebia. Cieszę się bardzo. Po 4 latach byłem w Polonii 4 tygodnie temu. I to od razu z przygodą otartą o Charlotte Chleb i Wino. Aż inny stały czytelnik pozazdrościł, co mi też hiszpańskich domówek w stylu Cuban w Madrycie zazdrości – w bardzo pozytywnym znaczeniu tego słowa. Tak się w Polonii zadurzyłem, że już chciałem biec na Shirley – którą raz na rok wypadałoby obejrzeć – ale biletów nie ma. Polonia – nawet gdyby codziennie Shirley grała – to i tak by biletów nie było. A filmów – gdyby ktoś chciał to nagrać – nie mam w zwyczaju oglądać po kilka razy. Ale do Teatru mogę iść po raz kolejny, bo zawsze jest deko inaczej. Ot, po ludzku. Trochę inaczej niż przedstawienia teatralne, ale też bardzo, lubię performanse, które dają przewodnicy turystyczni. To prawie lepsze niż teatr – bo oni się obnażają po mniejszej ilości prób. Naturszczycy w performansie – chciałoby się rzec. Najpiękniejszy dotychczas dał Hiszpan w Palau Musica Catalana. Mówił po angielsku – o Ute Lempert. I o wielu innych, którzy tam wystąpili. I o tysiącu różnych róż. Ze szkła. To była bajka – jak podrzucił mi sms-em mój mentor, który do Barcelony z zapleczem przydatnych wskazówek i ciepła mnie wysłał. I jak Shirley jak teraz myślę sobie – że z Cuba Libre przechodzę na wino. Ona za podpowiedzią córki. Ja – z doświadczenia – piwo pozwala pracować – choć wprawia w przyjemne zmęczenie. Cuba Libre ostro ucina dzień. A wino rozpala fantazję i uwalnia myśli. Zwłaszcza czerwone. Zwłaszcza podawane z ust do ust. Do zobaczenia w teatrze Polonia;)


  • RSS