monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: toskania

Za sprawą kursu robienia zdjęć – na gruponie kupionego mi w prezencie – pozbyłem się kolejnego małego lęku – pytania o rzeczy, o które nie wiem, z której strony zapytać. Okazuje się, że na robieniu zdjęć jeszcze mniej niż ja znają się ludzie z bardzo drogimi i wspaniałymi aparatami fotograficznymi kupionymi za własne pieniądze. Do śmierci zatem trwało będzie leczenie się z własnych kompleksów. Pokazali nam Lightrooma. I Photoshopa też – ale z perspektywy fotografa, a nie grafika (która mnie do tej pory jako reklamiarza dominowała). Kupię Lightrooma. On sprawia, że zdjęcia są ostrzejsze i bardziej skontrastowane bez utraty półtonów. Lightroomowska biblioteka przeniosła mnie do wspomnień. I nagle odkrywam, że nie obrobione zdjęcia czasami bronią się lepiej niż podrasowane. Nawet taki wpis zostawił ktoś na fejsie – gdzie taką parkę opublikowałem. Przeglądam zdjęcia i podkręcam kolory. Jadąc do pracy myślę – ależ nudne białe niebo. Znak zakazu zatrzymywania – jaki nienasycony… Stop – to rzeczywistość. To słońce go wypłowiło… A już chciałem go podsaturować w Photoshopie mojej głowy. Hm a może lepiej nie podkręcać kolorów i kontrastów na zdjęciach? Czy użytkownik Photoshopa to mitoman? A może marzyciel?

Bucket list

Brak komentarzy

Warren bawił się z nami na ostatnim angielskim w odpytywankę w stylu „What is on your bucket-list”. Każdy zastanowił się na moment, żeby nie wypaść banalnie i jednocześnie nie zdradzić się z tym, o czym tak naprawdę marzy. Nic prostszego – pomyślałem. I zaciąłem się. Na szczęście Warren bardziej wycelował w Anię obok mnie. Ona krygując się dawała mi czas na wymyślenie czegoś. Co to jest to, do czego  się zabieram i ciągle tego chcę, i na pewno bym to chciał zrobić zanim odejdę. … W ferworze dyskusji mi się upiekło. … W drugiej części zajęć Gosia powiedziała o mnie na zdziwienie Warrena, że tak dużo podróżuję: „on w pewnym momencie zaczął żyć tak, jakby jutro miał umrzeć”. Hm, pomyślałem – to może dlatego nie umiałem na poczekaniu wyrzucić z siebie, co jeszcze przede mną. Ostatnio myślę o tym, że w tamtym roku nagle w biały dzień zmarł na serce mój kolega z podstawówki. Ze mój chrzestny ma napisane na grobie „żył lat 33″. I nie żeby mnie to jakoś martwiło. Po prostu tym bardziej zaczynam wszystko chwytać w locie. Operę z gorączką. Spotkanie kogoś bliskiego mimo anginy i bez szansy na pocałunek. Cały dzień przeleżałem w łóżku zastanawiając się, czy nie przełożyć. Pomyślałem – jeśli nie to jest ważne, to co. Czas, który ktoś ma po prostu dla mnie. Nie będę głupi, żeby go nie wziąć. To rzadkie. Czas na wyłączność jest na mojej bucket list. I to, żeby go nie przegapiać.


  • RSS