monhomme blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: trelinski

Jak ćma

1 komentarz

Marlene śpiewała:
„Männer umschwirr’n mich wie Motten das Licht
Und wenn sie verbrennen
Ja dafür kann ich nicht”
a w wolnym tłumaczeniu:
„Mężczyźni lgną do mnie jak ćmy do światła,
A gdy się sparzą? - 
Cóż ja mogę na to?”
Czyżby to sploty przypadków? Akurat w piątkowy wieczór w Mediolanie w La Scali wystawiali Turandot. Przygotowując wyjazd, na początku odstraszyła mnie cena biletu. Po tygodniu wróciłem na stronę www.teatroallascala.org i pomyślałem, że skoro już tam jadę – to muszę. Przecież zawsze mnie to ciągnęło jak ćmę do światła - ten legendarny dom operowy. Kilka klików i zgodnie z potwierdzeniem otrzymanym na maila kupiłem najdroższy jak dotąd bilet na przedstawienie (mimo, że nie był to najdroższy dostępny bilet w La Scali). Siedząc tam wiedziałem od samego początku, że było warto. Spontanicznie czułem, że należę do tego miejsca i czasu. W poniedziałek po powrocie zadzwoniłem ot tak do kasy Wielkiego, żeby zapytać, czy nie ma przypadkiem biletów na Warszawską Turandot, która premierę miała dzień wcześniej. Owszem były. Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie usłyszeć jeszcze raz Nessun Dorma i finału z tym tematem muzycznym. Gdy wczoraj koło południa dorwała mnie gorączka w okolicach 38,1°C rozum kazał spróbować pozbyć się biletu. Rozpalone emocje podpowiadały, żeby się nie poddawać i lecieć w kierunku tego światła. Angina – powiedziała internistka. Antybiotyk – wzmocniony fervexem na zbicie temperatury zażyłem od razu po wyjściu z apteki. Do domu jechałem mierząc cały czas temperaturę w nadziei, że zacznie spadać. Pseudoefedryna uruchomiła swoje koksujące działanie. Pod domem było już tylko 37,3°C. Ustało ogólne obolenie. Ubrałem się lekko, żeby nie pocić się w teatrze i jak na skrzydłach wyjechałem z domu. Nie żałowałem ani chwili tego nierozsądnego wybryku. Nikt by tego nie pochwalił – więc nikomu nie mówiłem. Na własny rachunek i odpowiedzialność z anginą utemperowaną środkami przeciwbólowymi i pierwszą dawką antybiotyku miałem po raz kolejny Nessun Dorma. To aria-pocałunek. Pokazał mi ją kiedyś Marcin - jako reklamę D&G underwear. Pocałunek przy jej dźwiękach oszałamiał jak po poppku. Zrobił się z tego nawet mały rytuał, który potem próbowałem ożywić w kolejnych znajomościach, ale ten czar nie działał. Kurowanie zacząłem dzisiaj – z przyjemnym uśmiechem do ożywionych, błogich wspomnień i zadowolony z mojej głupiej odwagi, ufając, że ten płomień do którego się wyrywam jeszcze mi nie opalił skrzydeł.

Valentins Day był wczoraj. Warren rozważał na angielskim, dlaczego jego polska żona zapowiedziała dwa dni wcześniej (sama z siebie), że niech sobie nie robią żadnych głupich prezentów – a potem o 6.00 rano obudziła go valentynkową niespodzianką. Młody żonkoś Andrzej nie został na angielskim, bo zaprosił żonę do osiedlowego Włocha. Została Ania – kobieta niby wyzwolona. Z Warrenem mocno się zastanawialiśmy, jaki hak tkwi w tym, że Ania nie wzdraga się i nie marszczy brwi, gdy jej mąż pije piwo wieczorem. Ale on nie pije bez kolegów. Nie zapytałem, jak często wpadają koledzy. Dzisiejszy dzień – niby After Party – był prawdziwym świętem. Zdecydowałem się mimo antyrekomendacji skorzystać z mojego biletu i pójść do Wielkiego. Odszczekuję: właśnie wróciłem. Zanim podniesiono kurtynę, pomyślałem, lampka wina by przydała nastroju. … zanim opadła po pierwszym akcie błogo mi było jak po doskonałych 1,5 lampki – ten moment zanim atmosfera się zważy. Uwielbiam pierwszy akt tej opery i Treliński nie zawiódł. Nie znam włoskiego, ale nie potrzebowałem czytać – ucho bezbłędnie interpretowało emocje. śmierć? nie podobała mi się ta trumna na początku – ale na szczęście ją szybko zabrali. Prawie jak w Madama Butterfly uleciał duch Violetty – czegoś takiego wypatrywałem. Jestem na stanowcze TAK. W drugiej przerwie młodzieniec z towarzystwa wskazał na karcie z obsadą, że Maserak i Szabatin. Faktycznie – Maserak drugi lub trzeci od prawej wśród kłaniających się oklaskującym. Jednak w pierwszym akcie nie on przykuwał mój wzrok w białych majtkach…
 


  • RSS